wtorek / 24 października 2017 Gtl Członkowie Miesięcznik "Śląsk" Partnerzy Kontakt
Górnośląskie Towarzystwo Literackie w Katowicach
G ó r n o ś l ą s k i e   T o w a r z y s t w o   L i t e r a c k i e   w   Katowicach

Galeria miesiąca



Kwiecień 2016

JÓZEF LIGĘZA

 

Z wykształcenia ekonomista. Ukończył Wyższą Szkołę Ekonomiczną w Katowicach, na Wydziale Przemysłu. Fotografią zainteresował się jeszcze w szkole średniej. W Domu Studenta w Ligocie zakłada Koło Miłośników Fotografii i organizuje pierwszą indywidualną wystawę o życiu studentów. Po ukończeniu studiów przez 17 lat jest aktywnym członkiem Katowickiego Towarzystwa Fotograficznego. W tym czasie zdobywa 100 nagród, medali i wyróżnień na Krajowych i Międzynarodowych Salonach Fotografii Artystycznej, w tym 25 nagród głównych oraz prestiżowy Złoty Medal FIAP. Otrzymał medal 150-lecia fotografii (1839 – 1989). Stypendysta Ministerstwa Kultury i Sztuki. W roku 1985 Federacja FIAP w Barcelonie przyznaje mu tytuł AFIAP. W tym samym roku zostaje umieszczony w Międzynarodowej Encyklopedii Fotografów, wydanej przez szwajcarską Oficynę Editions Camera Obscura. Jego prace znajdują się w zbiorach wielu muzeów w kraju i za granicą. Autor wielu indywidualnych wystaw i przeszło 270 wystaw zbiorowych. W roku 2016 przygotowuje retrospektywną wystawę fotograficzną 60 lat z fotografią. Uprawia głównie fotografię „Life”. Członek Związku Polskich Artystów Fotografików (ZPAF) od 1977 roku. Nie szczędzi czasu dla młodzieży, której pracami żywo się interesuje i osiąga wymierne efekty.

 

Wanda Wieczorek

  


Katowice Józefa Ligęzy, czyli opowieść długodystansowca

 

 

Każde miasto jest opowieścią, która zasługuje na dobrego kronikarza. Wilno miało Jana Bułhaka, Görlitz – Roberta Scholza, a Katowice mają Józefa Ligęzę. Dobrze, że przytrafił się temu miastu ze swoim trzecim okiem i wszędobylstwem, wyczuciem chwili, w której trzeba asystować w miejscach, gdzie właśnie coś rodzi się lub ginie na zawsze. Dobrze, że uznał to miasto za swoje i oddał mu się z całą pasją, a zarazem zdobył je z koniecznym tu dystansem i męską stanowczością, które przebijają ze zdjęć. Dwustu tysięcy zdjęć.

Stały się one bohaterami rozmowy przeprowadzonej z Józefem Ligęzą przez Przemysława Jedleckiego dla „Gazety Wyborczej” (19 grudnia 2014), ze wstępem autorstwa Dariusza Kortko, pt. Pan Biedronka układa kostkę, a Józef Ligęza robi zdjęcia. Z imponującego dorobku Ligęzy kilkaset zdjęć zostało wybranych, by utworzyć album Katowice – miasto i ludzie z historią w tle jako dalszy ciąg wydanego w 2012 roku albumu Katowice cdn. Tym razem niebagatelną okazją był jubileusz 150-lecia miasta, który miał miejsce w roku ubiegłym, natomiast album ukazał się w pięknej szacie graficznej dzięki wydawnictwu Centrum Handlowego Silesia City Center. Wstęp do albumu napisała Ewa Marcinek.

Na zdjęciach widać po raz ostatni dworek Wincklera i hutę „Marta”, a po raz pierwszy imponujące konstrukcje NOSPR-u, Biblioteki Śląskiej, Akademii Muzycznej, CINiBA i Muzeum Śląskiego wkomponowanego w stare budynki kopalni „Katowice”. Niektóre z nich zapierają dech, a ich pozorny chłód i dystans tym bardziej chwytają za gardło i każą się zatrzymać ręce wertującej album. Jak te, na których widać pusty plac na Rondzie i rosnące nad nim Skrzydła, które staną się symbolem Katowic. W ich cieniu będą leżeć goździki podczas pierwszomajowych pochodów i studenci w porze Juwenaliów, będą stać czołgi w stanie wojennym i całować się zakochane pary. Bo życiu chce się żyć bez względu na okoliczności.

Życie, czyli „life” – to ulubiony przez Józefa Ligęzę gatunek opowieści fotograficznej. Ludzie przyłapani na gorącym uczynku, jakim jest życie – ich własne, zwyczajne, niepowtarzalne jak płytki z czerwonego piaskowca na murach Biblioteki Akademickiej, jak secesyjne głowy na starych kamienicach przy ulicy 3-go Maja, jak burza śnieżna w wiosenny dzień, gdy trzeba koniecznie złapać aparat i wybiec z domu, by zdążyć ją uchwycić. Ludzie, którzy emocjonalnie dyskutują przy „Żabie” na Stawowej, biegną estakadą dworcową po pracy, budują miasto. To sztuka fotografii, która nie epatuje sensacją, lecz buduje poruszającą opowieść o ludzkim życiu z epizodów, krótkich błysków, z pozorną obojętnością boga, który przygląda się i nie interweniuje. Jego rzeczą jest tylko patrzeć, a ile to go kosztuje i jak zmienia jego samego – tego możemy się tylko domyślać. Z pewnością to, co fotografuje, nie pozostawia go obojętnym. Autor zresztą dzieli się również fotografiami z rodzinnego albumu, w którym spojrzenie jego dziecięcych oczu krzyżuje się ze spojrzeniami syna i wnuczki w chwilach ważnych dla tej, jak i każdej rodziny. Daje znak: jestem taki jak ty. Zwyczajny i wyjątkowy. Chcę zapamiętać i być zapamiętany. Po to wstaję o piątej rano i biegnę w miejsca, w których muszę być. Jak długodystansowiec, który biegnie przez całe życie, by przechytrzyć czas; ma swoją samotność i swój obiektyw, przez który patrzy na świat okiem czułym i czujnym, ale też z odpowiednim dla tej sztuki dystansem. A dystans, jak pisała Simone Weil, jest duszą piękna. To piękno daje przeczucie wieczności i każe zatrzymać się w świecie naznaczonym przez nietrwałość chwili.

Fotografie Józefa Ligęzy są ważne i piękne. To ich gwarancja na nieśmiertelność.

 

                                                              Ewa Parma

 

Teksty pochodzą ze strony autorskiej fotografa: http://ligezajozef.blogspot.com/.

Strona autorska