niedziela / 19 listopada 2017 Gtl Członkowie Miesięcznik "Śląsk" Partnerzy Kontakt
Górnośląskie Towarzystwo Literackie w Katowicach
G ó r n o ś l ą s k i e   T o w a r z y s t w o   L i t e r a c k i e   w   Katowicach

Krytyka literacka



Biblioteka "Guliwer"

Jan Malicki, Jeszcze nowsze podróże Guliwera

Chętnie czytamy o czytaniu. Co sprawia, że lekturowe wyznanie wydaje się czasem bardziej interesujące od skomplikowanych fabuł? Niewykluczone, że wczytywanie się w czyjąś narrację o przygodach „człowieka książkowego”, wysiłku towarzyszącemu kompletowaniu księgozbioru, radości z bibliofilskich zdobyczy czy niemal egzystencjalnych dreszczach wywołanych lekturą daje czasem poczucie bliskości z piszącym. Teksty o czytaniu mają więc na tyle intymny charakter, że w kanonie narracji o doświadczaniu lektury niebagatelne miejsce zajmuje książka pierwsza, niezapomniana, inicjacyjna, będąca punktem orientacyjnym nie tylko na mapie zapisanego świata, ale – nie bójmy się tego słowa – życia.

Taką książką dla Jana Malickiego są Podróże Guliwera. Od niej zaczęły się, jak pisze autor, „dzieje mojej biblioteki”. Wyznanie wydaje się mieć szczególny charakter. Nie sposób nie zauważyć przecież, że autor Jeszcze nowszych podróży Guliwera jest czytelnikiem nietuzinkowym, gromadzony przez niego księgozbiór opuścił bowiem zaklęte rewiry dzieciństwa, stając się tekstowym universum znanym jako Biblioteka Śląska. Mimo że drukowana ścieżka prowadząca od dziecięcego zachwytu nad lekturą do profesjonalnego zajmowania się literaturą jest bardzo długa, to niezmiennie książkowym przygodom autora patronuje Guliwer. Może dlatego że J. Swift, jak pisze J. Malicki, „Guliwera stawia pośrodku poznawanych światów, nie tylko jako współuczestnika, ale też jako myślącego obserwatora oraz komentatora zderzającego otaczające, utopijne rzeczywistości ze światem realnym, istniejącym. W całym jego skomplikowaniu”.

Rola odgrywana przez żądnego przygód angielskiego lekarza okazała się na tyle atrakcyjna, że wszedł w nią również autor Jeszcze nowszego Guliwera. Kolejne rozdziały książki nazwane podróżami przypominają glosy na marginesach wielkich i małych zdarzeń. Nieważne, czy pisane na gorąco, czy z czasowego dystansu, bez wyjątku stanowią świadectwo uczestnictwa i zaangażowania. Bogactwo podejmowanych tematów przyprawia o zawrót głowy, a ich dziesiętny (decymowy) układ ma być próbą porządkowania chaosu zdarzeń oraz doświadczeń. Chciałoby się rzec, że zaprowadzanie ładu w tak trudnej dziedzinie, jaką jest życie, to wyjątkowo zuchwałe rzemiosło. Jednak takie działanie jest absolutnie do wybaczenia, ponieważ Jeszcze nowsze podróże Guliwera to próba opisania nie kontynentów naszej rzeczywistości, ale jedynie (lub aż) wybranych archipelagów. Miniaturowa forma tekstów sprawia, że eseje pomieszczone w tomie oczywiście nie mają ambicji porządkowania świata, chyba że tego tekstowego. Wszystkie pochodzą przecież z kwartalnika „Guliwer”, w zasadzie jedynego w Polsce specjalistycznego czasopisma w całości poświęconego literaturze dla dzieci i młodzieży. Teksty J. Malickiego, redaktora naczelnego, otwierają każdy numer czasopisma, które w tym roku obchodzi już swe 25-lecie.

Zatem książka zyskuje jeszcze jeden wymiar. Staje się pewnego rodzaju bedekerem dla wszystkich czytelników czasopisma pozwalającym się zorientować w tekstowym świecie stworzonym dla najmłodszych odbiorców. Autor wstępów zachęca do wędrówki i wyznacza jej kierunek, choć przecież nigdy nie jest on ani ostateczny, ani obowiązkowy. Stanowi raczej propozycję, komentarz, zaproszenie do spotkania w drodze, która dlatego że długa, wymaga od podróżnych krótkich, ale częstych postojów. Tak, wędrowanie po archipelagu bywa męczące. Nieustanne zmieniające się pejzaże, intensywne doświadczenia i cała feeria obrazów domagają się jeśli nie zrozumienia, to choćby opisania. Czytając te krótkie teksty, jesteśmy w środku rzeczy. Wszak literatura dla dzieci wywołuje do tablicy tematy zupełnie z nią niezwiązane. Ale to tylko pozory. Redaktorskie wstępy są przecież niczym innym jak z jednej strony − próbą znalezienia wspólnego mianownika dla problematyki wypełniającej poszczególne numery „Guliwer”, natomiast z drugiej – świadectwem potrzeby wyjścia poza tekstowy świat młodego odbiorcy w kierunku spraw dorosłych, do których udźwignięcia przygotowuje początkującego czytelnika lektura pokoju dziecięcego.

Nie powinna więc dziwić tematyczna sylwiczność. Otrzymujemy teksty poświęcone twórcom oraz badaczom literatury dziecięcej, ale również dobrodziejstwom, jakie niesie ze sobą czytanie, a jeszcze konkretniej – akcje wspierające czytelnictwo inicjowane przez „Guliwera” oraz bibliotekarzy z całej Polski. Oczywiście to dopiero początek listy tematów, a może uwzględniając biblioteczne inklinacje autora, lepiej mówić o katalogu rzeczowym, jaki z pewnością udało mu się stworzyć. Katalog obejmuje więc teksty o grafomanii i na odmianę − o wielkich literackich talentach, lekturach dzieciństwa, fascynacji Lwowem, ulotności pamięci, ale i jej trwałości, etyce rycerskiej, rekordzie Guinnessa, Unii Europejskiej czy staropolskich bestiariach. To oczywiście jedynie mała próba problematyki, jaką podejmuje autor.

Guliwer jest figurą stale towarzyszącą czytelnikowi książki J. Malickiego. Na początku zostaje przywołany jako bohater inicjacji literackich autora, potem jako baczny obserwator i  komentator oraz jako pewnego rodzaju emblemat nieustannego poznawania oraz wędrówki wpisany nie tylko w tytuł czasopisma poświęconego literaturze dla dzieci i młodzieży, którego autor jest redaktorem, ale również w jego formułę. Wydaje mi się, że wobec tego można mówić o co najmniej dwóch możliwościach czytania Jeszcze nowszych podróży Guliwera. Pierwsza z nich uwzględniałaby lekturę esejów wyabstrahowanych z ich pierwotnego i niejako naturalnego środowiska, jakim jest kontekst czasopisma, w którym były drukowane. Uwolnione od ciasnego gorsetu formuły redaktorskiego wstępu znaczą inaczej, znaczą szerzej, budując tym samym zupełnie nową narrację. Druga – nakłaniałaby do powrotu do utraconego kontekstu czasopisma, a co za tym idzie, dawałaby szansę słabo zorientowanemu odbiorcy na spotkanie z lekturą dziecięcą, tą najpierwszą, która przecież konstytuuje przyszłego czytelnika. Obie propozycje lektury niewątpliwie łączy przekonanie autora o niezatapialności literatury.

 

Jan Malicki: Jeszcze nowsze podróże Guliwera. [asocjacje kulturowe]. Katowice 2016, s. 266.

autor: Małgorzata Wójcik-Dudek

W gościnie u człowieka

Mirosław Dzień, Gościna

Mirosław Dzień w podtytule swojego najnowszego zbioru utworów poetyckich Gościna – opublikowanego przez Towarzystwo Przyjaciół Sopotu i redakcję periodyku „Topos” – nazwał je wierszami i kantyczkami. Zwłaszcza ta druga nazwa brzmi dość przewrotnie i traktować ją raczej można jako nawiązanie do pokrewieństwa duchowego – w pełnym tego słowa znaczeniu – do nabożnych pieśni, których wydaniami przygotowanymi w drukarniach zakonnych, począwszy od XVIII wieku, handlowano na odpustach i jarmarkach. Niewiele bowiem wspólnego mają wiersze poety z prostymi, religijnymi, stroficznymi kancjonalikami czy kolędami. Zamiast częstochowskich rymów częściej w białych wierszach Mirosława Dzienia natknąć można się na niekonwencjonalne przenośnie lub porównania. Nawet pokrewne kantyczkom wielbienie Boga wyrażane jest w wierszach poety w sposób daleko bardziej oryginalny i odległy od prostoty pastorałek. I jeżeli nawet teksty autora Gościny są pochwałą wiary, to w niczym nie przypominają nieskomplikowanej religijności.

Podobna intencja towarzyszyła zapewne poecie, gdy jeden z cykli wierszy w najnowszej książce opatrzył tytułem Apokryfy. I myliłby się ten, kto uwierzyłby, że wiersze te są pochwałą żywotów świętych, niezbyt zgodnych z oficjalną nauką Kościoła. To najzwyczajniejsze wiersze – wprawdzie tematycznie nawiązujące do katolickiej liturgii i ewangelicznych morałów – ale absolutnie nie powielające stereotypów religijnego piśmiennictwa, raczej zawierające dość błyskotliwe refleksje słowne. Przy czym sporo w nich humoru i dość poufałego traktowania sacrum, które bliskie jest ciału jak koszula. Ileż przemieszania Ducha i cielesności znaleźć można w jednej tylko linijce wiersza Nasi Święci, o powtarzalnej stroficznej budowie: „Nasi Święci liżą lody na patykach wokół tęczy”.

Spod takich gierek słownych wyłania się jednak arcyważna, przewodnia idea. Jest nią w tomiku Dzienia zmaganie się z zanikiem refleksji transcendentnej w żywocie współczesnych społeczności. Już otwierający tomik tekst W odpowiedzi na ankietę jest jednym wielkim apelem o obecność Boga i człowieczeństwa. Humanitaryzm bowiem boskie ma pochodzenie, sugeruje autor w wierszu, którego puenta przybiera nieco pastiszowy charakter: „...Bogiem nade wszystko / i człowiekiem trzeba się zająć... / tak – człowiekiem w Bogu, w świecie obolałym / od niepamięci o ich obu, droga Redakcjo”. Właśnie porównywaniu przesłania z królestwa nie z tego świata i niedoskonałości rzeczywistości poświęca uwagę poeta.

Dlatego w jego tekstach tyle opisów rupieci, rzeczy zużytych i są to zarówno produkty przemysłowe, jak i wytwory umysłu czy natury. Pojęcia takie, jak prawda, postęp, a także namacalnie istniejące drzewo, względnie mgła jako zjawisko natury, traktowane są jednakowo, bo naznaczone piętnem skończoności, a zatem i niedoskonałości. Nie dziwią więc takie strofy: „Na ziemi leżą kości, opiłki, tłuczone szkło / zużyte dowody pożądania, i wielki cień / jak kubeł nieczystości...” z przydługawego wiersza Nasłuch, w którym podmiot liryczny tożsamy z autorem dokonuje rozliczenia z własnym życiem w dniu 49. urodzin, konfrontując konkretne realia „wzdłuż drogi do Cieszyna” ze „słuchaniem Boga”, co wcale nie doprowadza do optymistycznych wniosków, a raczej do przeświadczenia o nieuchronnej samotności i trwodze.

Na tym wysypisku codzienności w wierszach autora Gościny znajdują się także słowa. Zdaje sobie sprawę poeta z ich struktury, dźwięku i liter, którym człowiek nadaje znaczenie i sens. Właśnie o możliwość strzeżenia boskości mowy – pozbawionej fałszu i bezsensu – prosi Opatrzność podmiot liryczny litanijnego wiersza, zatytułowanego przekornie Kantyczka o rozsypanych literach. Przy czym deizm w języku nie może być „zatrutym słowem retorów” pozbawionym prawd ewangelicznych przypowieści. Pomimo dążeń do naprawy świata Mirosław Dzień świadomy jest niemożności osiągnięcia transcendentnego modelu w doczesności, dlatego pozostaje mu jedynie rozpamiętywanie różnic i piętnowanie zła, względnie akceptowanie skończoności ziemskiego bytu.

Wyrazem eschatologicznych przemyśleń poety, który sporo miejsca poświęcił w swoich naukowych rozprawach obecności tej idei w twórczości Czesława Miłosza, Tadeusza Różewicza i Zbigniewa Herberta, jest – umieszczony jakby z przekory na ostatniej stronie – tytułowy wiersz tego zbioru. W scenerii zaczerpniętej z przypowieści Starego Testamentu podmiot liryczny zwraca się w drugiej osobie liczby pojedynczej – niczym w intymnej rozmowie z bliźnim – do człowieka, u którego progu w rocznicę 50. urodzin stanęli coś jakby boscy posłańcy, a może zwykli śmiertelnicy. Chwila wahania człowieka przekraczającego symboliczną granicę starości – zwaną wiekiem Abrahama – to czas refleksji o przeznaczeniu i zmierzaniu ku śmierci. Co bardzo pięknie ujmuje poeta słowami: „...Zdejmujesz z czoła / pot jakby to były kamienie, którymi / przysypano śmierć, zaiste Twoją”.

Myślenie o sprawach ostatecznych nie pozwala też poecie zapomnieć o twórczości jego poetyckich mistrzów. Znaleźć można w tomiku wiersze intertekstualne, wykorzystujące użytkowe formy językowe, szablony gazetowe, wzory listów czy kolokwializmy. Nie brak aluzyjności, w której chodzi o konfrontację poetyckich wyobrażeń z prawdą życia. Na takiej zasadzie oparty jest wiersz Campo di Fiori 2015, nawiązujący do znanego utworu Miłosza, obnażający współczesny upadek uniwersalnych pojęć, co Mirosław Dzień puentuje gorzkim wnioskiem: „...sennie szukamy kawiarni oddając się / rozpuście braku empatii”. Równie pesymistyczny wydźwięk ma wiersz TR, poświęcony pamięci Tadeusza Różewicza, gdy podmiot liryczny oświadcza: „Nie jestem w stanie podnieść tej róży”, czyli moralizatorskiego dziedzictwa twórczości autora Niepokoju.

Ale jest też w tomiku Gościna zaledwie kilka wierszy wyłamujących się choć w części spod religijnego stereotypu. Wprawdzie w erotykach z cyklu Sześć...i pół wiersza dla O., poświęconych wybrance serca, podmiot lirycznego tożsamy z autorem obarczony jest dziedzictwem myślowym Biblii, lecz nazbyt często o nim zapomina, co wymusza uwznioślony zachwyt ciałem kobiety i samym aktem seksualnym. Pruderyjne Niebiosa jakby na chwilę zezwalały poecie na słowną dyspensę. I uwolnione z okowów zawstydzenia strofy, choćby takie: „Jak pończochę zdejmuję palce / z uda, powoli, tak wargi uwalniają / alabaster świętego ciała”, utwierdzają w autentyczności poetyckich doznań.

 

Mirosław Dzień: Gościna. Sopot 2016, s.93.

autor: Ryszard Bednarczyk

Pozostałe wpisy

Czucie, wiara i szkiełko – o kondycji współczesnej (2016-11-28 / Ewa Wylężek)
Z kulturą po literackich ścieżkach (2016-11-24 / Katarzyna Kuroczka)
Niobe. Śląska krzywda wykrzyczana (2016-11-12 / Grzegorz Sztoler)
Szeptem (2016-11-12 / Marek Rapnicki)
Naprawdę ważne zdjęcia (2016-11-06 / Paweł Lekszycki)
O geniuszu miejsca w śląskiej literaturze (2016-11-06 / Ryszard Bednarczyk)
Niewykorzystany demon przypadku (2016-10-27 / Katarzyna Kuroczka )
Jedynie skóra pachnie poezją (2016-10-27 / Ryszard Bednarczyk)
Wredny łobrozek, czyli egzystencjalny bigos (2016-10-18 / Katarzyna Kuroczka )
Grudzień Genowefy (2016-09-29 / Ewa Olejarz)
Wszystko się kręci wokół patyczka (2016-08-30 / Ryszard Bednarczyk)
Samotna walka Szczepańskiego (2016-08-29 / Katarzyna Kuroczka )
Mała zagłada (2016-08-03 / Ewa Wylężek)
Kręgi na wodzie (2016-07-28 / Irmina Kosmala)
Gorzkie studium psychologiczne i socjologiczne (2016-07-28 / Katarzyna Kuroczka)
To byli nasi dziadkowie (2016-07-27 / Grzegorz Sztoler)
U źródeł wrażliwości (2016-07-09 / Miłosz Piotrowiak)
Przypadek Pawła G. (2016-07-03 / Monika Witczak)
Wypisz, wymaluj – „Podsłuchy i podglądy” Jerzego J (2016-07-03 / Ewa Wylężek)
„To tylko poezja” (2016-06-12 / Katarzyna Niesporek)
Portret wielokrotny (2016-05-17 / Maria Dębicz)
Uważne czytanie (2016-05-10 / Ewa Bartos)
Być u siebie, to być sobą (2016-05-06 / Katarzyna Kuroczka (Bereta))
Uśmierceni przez Twardocha (2016-03-28 / Katarzyna Bereta)
Krzyk i cisza (2016-03-11 / Katarzyna Niesporek)
Kto straszy w prozie Guzego (2016-03-05 / Ryszard Bednarczyk)
Detektyw po przejściach (2016-03-05 / Ryszard Bednarczyk)
Traktat o grze w świat (2016-02-20 / Katarzyna Bereta)
"Duchy wojny" po raz piąty (2016-02-16 / Jacek Lyszczyna)
Koronkowa książeczka (2016-02-16 / Bogdan Widera)
'biernik Bogdana Prejsa (2016-02-15 / Roma Jegor)
Lament nad śmiercią hiszpańskiego toreadora (2016-02-15 / Jacek Lyszczyna)
O kulturowym przymusie (2016-02-09 / Katarzyna Bereta)
Szaleństwo i metoda (2016-02-09 / Ewa Wylężek)
Doświadczając bliskości (2015-12-18 / Katarzyna Niesporek)
Doświadczając pewności (2015-11-18 / Katarzyna Niesporek)
Teatr w sieci (2015-10-31 / Maria Sztuka)
Pamięć i wyobraźnia (2015-09-27 / Katarzyna Niesporek)
O poszukiwaniu siebie (2015-09-27 / Katarzyna Bereta)
Wszystkie beboki Stalinogrodu (2015-08-08 / Katarzyna Bereta)
Edessy (2015-07-28 / Katarzyna Niesporek)
Erotyczne przygody pewnego świra (2015-07-24 / Ryszard Bednarczyk)
Trzej neurotycy i pies (2015-07-16 / Ryszard Bednarczyk)
O cierpieniu i wierze w sześciu językach (2015-07-02 / Ryszard Bednarczyk)
Z duszą na uwięzi (2015-06-15 / Ryszard Bednarczyk)
Czas jak zamarznięta rzeka (2015-05-13 / Ryszard Bednarczyk)
Wiersze i obrazy (2015-01-17 / Katarzyna Niesporek)
Zbiór minitraktatów i testament gorzkich prawd (2015-01-04 / Katarzyna Bereta)
O "Drugim końcu wszystkiego" Brzoski (2014-11-10 / Ewa Wylężek)
Czy mężczyźnie przystoi płakać? (2014-10-27 / Ewa Wylężek)
Jan Dobry nauczycielem Opolan (2014-10-08 / Justyna Kubik)
Przez wielką wodę. O narracji traumy (2014-09-21 / Ewa Wylężek)
O "Dialogach śląskich" Górdziałka (2014-08-25 / Marek Mikołajec)
Z kroniki rodzinnej – Dom trzech pokoleń (2014-08-19 / Ewa Wylężek)
Światło ze Śląska (2014-08-16 / Ewa Wylężek)