Górnośląskie Towarzystwo Literackie w Katowicach
G ó r n o ś l ą s k i e   T o w a r z y s t w o   L i t e r a c k i e   w   Katowicach

Szkoła poetów



Kosma Nowak "Stołczyńska"

Kosma Nowak

 

Stołczyńska

       

 teściowej

 

Leczyli ją kawałkami papieru.

Co rano psioczyła, że śmiecą,

aż zaczęło ubywać.

 

Kiedy wracała

pamięć, to jak wywoływanie obrazów. Nie kręć się!

Dopóki w pierwszym rzędzie nie zamkną kina – wystarczy

klaps i radość czerpana na metry, bez biletu,

bo matka-bileterka do końca odcinała kupony

i liczyła

na więcej - chociaż było mniej;

matce-magazynierce wszystko się zgadzało;

w zeszytach, w okładkach z szarego papieru, na marginesie,

w życiu, które trzymała, w ryzach, jak garść słonych paluszków.

 

Praca nakręcała, codzienność podpisywała listy;

resztę, w wielkich rolach posyłała w świat;

pociągiem, ciężarówkami,

później już głównie w pustych butelkach;

płynęły, płynęli,

często rozbijając się na przydrożnej wyspie.

Winne szkło; ciągnie do ziemi najbardziej,

a kiedyś, to działki uprawiali aż do Odry!

 

W końcu zlikwidowali papiernię, a ulica skurczyła się do grona

sąsiadów, którym ciężko było dojrzeć

cokolwiek - mijali, mijały.

Teraz

już tylko nieliczni pamiętają

jak niewiele trzeba, by obrosnąć w pustkę.

 

 

Autor tekstu Kosma Nowak w mailu nadesłanym do redakcji pisze: „Wiersz Stołczyńska jest dedykowany teściowej, pisany tuż po jej śmierci, więc zawiera sporo osobistych odniesień, zaciekawi mnie jednak Wasz odbiór, zwłaszcza, że tekst również poległ w szczecińskim konkursie poetyckim »Refleksy«”.

Jeśli wiersz nie zostanie nagrodzony w konkursie poetyckim, to nie znaczy, że jest zły. Sama bywam jurorką i zdecydowanie mogę stwierdzić, że dziesięć procent tekstów nadesłanych nadaje się do nagrody i wtedy biorą udział względy nie tylko artystyczne, ale też upodobania stylistyczne, nastrój chwili, a także osobiste obsesje literackie. Prof. zw. Marian Kisiel na jednym ze spotkań poetyckich powiedział, że preferuje wiersze złamane (czyt. niedoskonałe), wywołujące wzruszenie i refleksję, od tych, które w swym kunszcie zatraciły powyższe cechy. Bywają również zdecydowanie odmienne podejścia. Ale w tym miejscu odsyłam do lektury Rozmów z jurorami, które ukazały się w Salonie Literackim.

Dalej czytamy w mailu: „Dać sobie spokój z pisaniem?”

Jeśli czuje się Pan poetą, to nie ma takiej możliwości. Wręcz przeciwnie. Słowo będzie wzbierać, zaburzać analizę rzeczywistości, aż w końcu ciśnienie będzie zbyt wielkie. Nie można w takiej sytuacji mówić o spokoju. Pisanie jest potrzebą wręcz fizjologiczną, której po prostu nie można przerwać. Charles Bukowski napisał: „[...] moje pisanie to funkcja. Bez tego zachorowałbym i umarł. To taka sama część człowieka jak wątroba albo jelito, i tak samo elegancka [...]”. Należy zatem doskonalić warsztat i zdobywać doświadczenia.

„Faktycznie są beznadziejne?”

Otóż nie są. Z przedstawionego tekstu wyłaniają się obrazy, uchodzą emocję. Mimo osobistej straty zachowany zostaje dystans, a sam tekst nie ulega patosowi, co w takich sytuacjach jest najczęstszym błędem.

Zastanowiłabym się nad formą, dużymi literami, odstępami między wersami, a w szczególności przerzutniami i interpunkcją, której zdaje się być za dużo. Zaburza ona czytanie. Zmusza do przerw i powrotów, przez co uciekają wątki. Zdarzają się sytuacje niejasne. Nawet po kolejnym czytaniu nie byłam w stanie dogonić strumienia myśli:

„Kiedy wracała
pamięć, to jak wywoływanie obrazów. Nie kręć się!

Dopóki w pierwszym rzędzie nie zamkną kina – wystarczy

klaps i radość czerpana na metry, bez biletu”

I dalej:

„[...] matka-bileterka [...] matce-magazynierce,

[...] resztę, w wielkich rolach posyłała w świat;

pociągiem, ciężarówkami [...] W końcu zlikwidowali papiernię [...]”.

Mam wątpliwości, czym zajmował się podmiot liryczny tekstu.

Środek ciężkości znajduje się w tych fragmentach:

„Leczyli ją kawałkami papieru.

Co rano psioczyła, że śmiecą,

aż zaczęło ubywać.

[...]

w końcu zlikwidowali papiernię, a ulica skurczyła się do grona

sąsiadów, którym ciężko było dojrzeć

cokolwiek. mijali, mijały.

Teraz

już tylko nieliczni pamiętają

jak niewiele trzeba, by obrosnąć w pustkę”.

Wnętrze wiersza warte przemyślenia, z dużą dawką trafnych metafor i inspirujących obrazów, jednak nieco zagmatwane.

autor: Barbara Janas-Dudek