Górnośląskie Towarzystwo Literackie w Katowicach
G ó r n o ś l ą s k i e   T o w a r z y s t w o   L i t e r a c k i e   w   Katowicach

Galeria miesiąca



Luty 2016

MAREK WESOŁOWSKI

 

Urodził się w 1968 roku. Fotografik, mieszkaniec Dąbrowy Górniczej. Od 2010 roku członek Związku Polskich Artystów Fotografików Okręgu Śląskiego, członek Śląskiego Towarzystwa Fotograficznego i Żorskiego Towarzystwa Fotograficznego „Kadr”. Realizuje fotografie z zakresu pejzażu, reportażu i portretu. Opieka artystyczna fotografika Józefa Ligęzy i współpraca z Krzysztofem Millerem – operatorem filmowym i fotografikiem – wywarły decydujący wpływ na postrzeganie przez niego człowieka jako wartości najwyższej. Właściciel firmy Virtual Studio. Swoje fotografie prezentuje na autorskim blogu: marekwesolowski.blogspot.com oraz stronie firmowej www.virtualstudio.pl.

 

O portrecie fotograficznym

W różnorodności ścieżek sztuki fotograficznej portret traktuję jako najtrudniejszą. Nie mam tu na myśli trudności związanych z techniką czy estetyką powoływanego do istnienia obrazu – nie w tym rzecz. Portret dla mnie to przede wszystkim szczerość dialogu – odrzucenie na tę krótką chwilę masek, zostawienie ich na boku, zbliżenie intymne pozwalające zajrzeć we wnętrze człowieka, ale bez aktu agresji. Takie przyzwolenie otrzymałem jako dar od swojego taty. Myślę, że w dotychczas wykonanych przeze mnie portretach najbliżej prawdy o człowieku byłem fotografując właśnie Jego. Tata godził się na to i nie grał kogoś innego, wiedząc, że nie przekroczę żadnej granicy, która mogłaby naruszyć jego godność lub go poniżyć. Pragnę nawiązywać takie relacje z innymi osobami, które fotografuję; nie zawsze się to jednak udaje, ale staram się do tego dążyć.

                                                                       Marek Wesołowski

 

 

PORTRET PERMANENTNY

według Marka Wesołowskiego

To nie jest pojedynczy artefakt; to proces, nieustanna sesja zdjęciowa ukazująca Obiekt w sieci czasu, emocji i relacji z innymi ludźmi, naturą żywą i martwą. Niewiele ma wspólnego z makijażem permanentnym zwłaszcza, że z założenia Obiekt pokazany jest bez makijażu, liftingu i sztuczek rodem z Photoshopa. Jest to raczej proces bliski edukacji permanentnej, która każe bez końca szukać, odkrywać i pobudzać ciekawość. Kim jesteś Ty, na którego patrzę, poluję, próbuję złapać w siatkę pikseli? Pokaż mi swoją twarz sprzed dnia narodzin, domaga się jeden z koanów Zen.

I tego chce Marek Wesołowski – Fotograf, który hipnotyzuje Obiekt zza aparatu: „Pomyśl o dniu, w którym byłaś szczęśliwa. Przypomnij sobie ulubiony wiersz. Poczuj bryzę na twarzy, gdy siedzisz na piasku i układasz siebie z kamyków i muszelek.” „Ty” zapada w sen i po chwili jest już w niej, w fotografii, a kiedy się budzi tęskni za następną. Bo jest to też rodzaj uzależnienia, który wymaga ostrożności i wiedzy.

To więź, która może potrwać długo i nie będzie uwierać, domagać się wyłączności ani przysiąg na wieki. Każda chwila może być okazją, by utrwalić cień uśmiechu, rozpaczy, gniewu, wyraz oczu, który przyszłemu odbiorcy nie pozwoli szybko odejść i zapomnieć. Każe mu stać przed zdjęciem i podejmować próby przejścia przez bramy czasu i oczu, wyjść ze swojej strefy intymnej i wejść w cudzą, zamienić się miejscami jak bohaterowie z opowiadań Julio Cortazara, byle dowiedzieć się prawdy, byle nie tkwić „w tym śnie nieskończenie kłamliwym” (W nocy twarzą ku niebu, JC).

Portret permanentny to seria wizerunków, film w zwolnionym tempie, kiedy Obiekt zastyga jak w dzieciństwie podczas zabawy w posągi. Odbiorca goni, podąża za okiem Marka-Fotografa, ale Obiekt jest już dawno w innym miejscu i czasie, możliwe, że nie żyje, a jeśli nawet gdzieś teraz robi zakupy lub płacze po kimś, to nie jest już on. Fotograf uśmiercił go w chwili, gdy nacisnął spust migawki; na zdjęciu pozostał zarys sylwetki jak na miejscu zbrodni.

Szczególna natura związku pomiędzy Obiektem a Fotografem sprawia, że wkraczanie w intymną przestrzeń nie zagraża osobie fizycznej, nie ujmuje jej godności, ale odsłania nędzę i wielkość ludzkiej egzystencji, jej ulotność i nietrwałe piękno. Przez to staje się przekazem uniwersalnym, czyli takim, który przetrwa wieki i będzie niepokoił zgodnie z intencją Fotografa. Zaś Obiekt, konkretne, pojedyncze „Ty” stanie się medium, listem w butelce, kapsułą czasu z wiadomością dla potomnych: „Bowiem świat TY nie pomoże ci przetrwać, natomiast pomoże ci przeczuć wieczność” (Martin Buber).

Ewa Parma