wtorek / 24 października 2017 Gtl Członkowie Miesięcznik "Śląsk" Partnerzy Kontakt
Górnośląskie Towarzystwo Literackie w Katowicach
G ó r n o ś l ą s k i e   T o w a r z y s t w o   L i t e r a c k i e   w   Katowicach

Sztuki plastyczne



Przegląd Sztuki Nieprofesjonalnej

VIII Przegląd Sztuki Nieprofesjonalnej w Mikołowie

- ósmy, mikołowski, kolorowy i jesienny

 

Kiedyś − naprawdę bardzo dawno temu − wszystko było zaskakująco proste. Ot, duża, widna, przestronna izba i stół − nikomu nie przeszkadzały nieheblowane deski, proste zydle i narzędzia. Im bardziej nieskomplikowane, tym lepsze. Żadna pracownia − zwykły warsztat rzemieślniczy, do tego już tylko drobiazgi − gruntowna wiedza, doświadczenie, wrażliwość, wyobraźnia, bystre oczy, sprawne ręce. I cierpliwość, cierpliwość, przeogromna cierpliwość. Praca, którą wykonywali w skupieniu i pokorze, a której nigdy nie nazwali twórczością czy sztuką (tak bowiem byli skromni i mądrzy), wymagała doprawdy wiele anielskiej wprost cierpliwości. Tacy byli oni − cieśle, stolarze, snycerze, kamieniarze, tkacze, grawerzy, szklarze, złotnicy, pasamonicy, dekoratorzy, malarze. To dzięki nim skrzynie i szafy były lekkie i zarazem solidne, tęcza zazdrościła witrażom kolorów i świetlistości, na farfurkach zakwitały stubarwne kwiaty, a misterna plecionka spowijała kapitele kolumn także w tych miejscach, które pozostawały niewidoczne dla zgromadzonych w katedrze.

Potem − może dwieście, a może zaledwie sto lat od naszych czasów − sprawy zaczęły się zmieniać. Piękny świat rzemieślników cechowych odszedł w przeszłość w burzliwych ostatnich latach XVIII wieku. Bogini Industria miała złe oczy, rozwiane włosy i chciwe ręce, domagała się danin. Czasem zbyt wielkich. Ale jakże tu żyć bez piękna? Albo postawmy pytanie inaczej: czy piękno może powstawać tylko w Akademiach?, a mieszkać tylko w Galeriach Lustrzanych i strzyżonych ogrodach? Czy Piękno tylko jedno ma imię? Prawidłowa odpowiedź na każde z tych pytań brzmi: „Nie! Ależ nie! Po stokroć nie!”. W świecie klasycznego porządku i trochę wymuszonego ładu pojawili się ludzie, którym pozwolono, aby widzieli i postrzegali inaczej niż ich bliźni. Oglądali rzeczy, sprawy i zjawiska innym oczom niedostępne. Proponowali skojarzenie umykające wszelkiej logice. Sięgali śmiało i swobodnie poza granice realności. Życie (albo to, co zjadacze chleba życiem nazywają) interesowało ich o tyle, o ile ukazywało się w całej swej świeżości. Odkryli, że widok ściany, fragmentu muru, kawałka ogródka może stać się całym światem. A ten świat to nieoderwany od rzeczywistości sen, feeria rzucająca czar na pospolitość. Urocze niezgrabności i naiwny wdzięk nie są żadną przeszkodą − stają się swego rodzaju znakiem rozpoznawczym, widocznym i czytelnym gmerkiem, walorem. Arcydzieła mogą pojawić się znikąd. Duch objawia się, gdzie chce. Maurice Utrillo, Andre Bauchant, Louis Vivin, nieszczęsna Seraphine z Senlis, Grandma Moses, Teofil Ociepka, Nikifor, Susanne Valadon i największy z nich − Henri Rousseau (zwany przez grzeczność Celnikiem, choć był tylko skromnym urzędnikiem akcyzy). Gdyby w ich czasach istniały bezczelne i kolorowe tabloidy, każdy z nich byłby celebrytą, rozchwytywanym przez media i snobów. Ale każdy z nich był, jest i pozostanie legendą.

W naszych niezwykłych czasach jest jeszcze inaczej. Pytanie, czy mechaniczna deformacja nie zabije funkcji opowieści w sztukach plastycznych i narracyjnych, nabrało szczególnego znaczenia, aktualności i dramatyzmu. Dlatego potrzebne jest malarstwo będące antidotum na techniczną cywilizację, powoli bowiem zapominamy, że mogłaby istnieć jakaś inna. Ale to malarstwo charakteryzuje się nie tylko świeżością, szczerością i bezpretensjonalnością. Jest nacechowane także swobodą, biegłością warsztatową, samoświadomością. Jego twórcy podróżują, zwiedzają największe i najsławniejsze galerie i muzea, śledzą najnowsze style, kierunki i tendencje w sztuce. Kompletują własne zbiory albumów, książek i reprodukcji. Czytają i oglądają. Doskonalą technikę, umiejętności ręki i oka na zajęciach, kursach, szkoleniach. Traktują to bardzo poważnie. Mają swoje galerie i plenery, konkursy i nagrody. Mają mecenasów i wielbicieli. Potrafią się promować i istnieją na rynku sztuki.

Oto niektóre tylko refleksje, jakie mogą się nasuwać w związku z tegorocznym Przeglądem Sztuki Nieprofesjonalnej, zorganizowanym już po raz ósmy w  Miejskim Domu Kultury w Mikołowie. Spośród nadesłanych prac − obrazów, rysunków, kilku rzeźb − jury za najlepszą uznało kompozycję Dietera Nowaka, przedstawiającą pejzaż z okolic Mikołowa, z miejscowości Paniowy. Oto kręta i szeroka droga prowadząca do kościoła, wokół niej niskie płoty, czy raczej opłotki, i cała urzekająca różnorodność zabudowy sielsko-podmiejsko-przedmiejskiej: bo to i cegła klinkierowa, i bielone ściany, i domy, i chałupy, i jakaś spora komórka czy może większy chlewik. Poważnie spoglądają na drogę drzewa, piękne o każdej porze roku, a na drewnianych słupach, spokojnych i godnych, widać wyraźnie porcelanowe bezpieczniki (niewątpliwie z fabryki Gieschego). Kościół ma barokowe wieże i spadzisty dach. Ten obraz spodobałby się Celnikowi i Ociepce, ale też Szermentowskiemu, braciom Gierymskim i chyba Chełmońskiemu. Jest to fragment pejzażu nastrojowy, łagodny i swobodny, malowany pewną ręką, obejrzany czułym i uważnym okiem.

A ja wytypowałam na wystawie swoje własne, prywatne Grand Prix: smukła latarnia, cichy park, milczące drzewa. I mgła. Żadna tam eteryczna mgiełka − prawdziwa mgła niczym gęsty woal z perłowo-szaro-srebrnej koronki. Trochę żółknącego karminu i brązowiejącego złota. Fotografia z czasów Daguerre’a. Scena ze starego filmu albo rycina z jeszcze starszej książki. Ilustracja do zapomnianego wiersza. Melancholijny rysunek na marginesie niewysłanego nigdy listu. Jesienny krajobraz w ujęciu Marii Westhal.  Podobno nie ma na świecie niczego, co samo w sobie nie zawierałoby poezji. Bywają tylko − niestety! − ludzie, którzy tego nie widzą. I to także jest refleksja nasuwająca się podczas oglądania wystawy pokonkursowej VIII Przeglądu Sztuki Nieprofesjonalnej w Mikołowie.

                                                                                            

VIII Przegląd Sztuki Nieprofesjonalnej w Mikołowie, Galeria Miejskiego Domu Kultury, wernisaż 27 października 2014 roku.

 

Tekst stanowi skróconą oraz nieco zmienioną i przeredagowaną wersję wstępu do katalogu wystawy pokonkursowej.

autor: Katarzyna Młynarczyk