wtorek / 24 października 2017 Gtl Członkowie Miesięcznik "Śląsk" Partnerzy Kontakt
Górnośląskie Towarzystwo Literackie w Katowicach
G ó r n o ś l ą s k i e   T o w a r z y s t w o   L i t e r a c k i e   w   Katowicach

Sztuki plastyczne



Ubiór jest tysiąckrotnym odbiciem...

Sól ziemi czarnej, wystawa fotografii

Sól ziemi czarnej, wystawa fotografii K.G. Konarskiej, I. Wander oraz A. Tomaki-Wójcik w Muzeum Miejskim w Siemianowicach Śl.

 

Od dawna chciałam napisać o modzie. A właściwie o strojach, kostiumach i ubiorach. Uważam bowiem, iż jest to temat ważny, głęboki i nader pasjonujący. Od wielu już lat w dziełach i arcydziełach, a nawet dziełkach i arcydziełkach literatury polskiej i obcej wyszukuję smakowite fragmenty opisujące stroje, ich elementy, części, ozdoby, rolę i znaczenie. („Miłościwa królewna raczy mieć tę altembasową szatę przybraną malinowym aksamitem w srebrne kwiaty czy też może atłasem zielonym?” − pyta Annę Jagiellonkę szefowa wawelskiej pracowni krawieckiej). W skupieniu wpatruję się w portrety postaci historycznych, osobistości i celebrytów z różnych epok i wieków (bo przecież tacy byli zawsze!), a także osób zupełnie anonimowych − jeśli tylko pędzel wytrawnego, a nierzadko genialnego malarza-portrecisty potrafił użyć  krawieckiego drobiazgu, pasmanteryjnego dodatku, wstążki lub falbany jako sposobu podkreślenia charakteru i wyrazu przedstawianej postaci. Bransoletka Izabeli Brandt, słomkowy kapelusik Alicji Renoir, luksusowa prostota spacerowej sukni Madame Serisiat, brabanckie koronki Joanny Cennani (czy może już pani Arnolfini?), parasolka Kamili, ubrania i przebrania żon Rubensa i Rembrandta, czarne, połyskliwe i gładkie rękawiczki na kobiecych i męskich portretach wielkiego Tycjana... I nigdy nie rozumiałam świętego − a może tylko udawanego − oburzeniu niektórych historyków sztuki, zarzucających Antoniemu van Dyckowi, że oczy, rysy i dłonie swych arystokratycznych modeli traktował tak, jak ich futra, aksamity i klejnoty − czyli z taką samą starannością, uczuciem i wyczuciem. A przecież to oni sami − strojne kobiety i wytworni mężczyźni − z równym pietyzmem traktowali swoje twarze i ubiory, sylwetki i kostiumy. Chcieli być jak bogowie z Olimpu, odziani u najlepszego w Europie krawca. Ich zaś wizerunki miał utrwalić  dla współczesnych i potomnych najlepszy, najdroższy i najbardziej wzięty malarz. „Ubiór jest tysiąckrotnym odbiciem człowieka” − powiedział w sto, a może sto pięćdziesiąt lat później pewien radca dworu w małym niemieckim państewku. Miał rację, bo był nie tylko genialny. Był także mądry. Wiedział wszystko o zmienności i ułomności ludzkiej natury oraz o trwałości i sile piękna. Nazywał się Johann Wolfgang von Goethe.

Uleganie urokowi owego „tysiąckrotnego odbicia człowieka” nie oznacza, że stronię od malarskich scen mitologicznych czy alegorycznych, czyli od aktów. Ale to już temat na inne opowiadanie. Zupełnie inne... 

A dzisiaj, tu i teraz, opowiem nieco o modzie. A raczej o ubiorach, które potrafią powiedzieć wiele o człowieku. Nawet wtedy − a może szczególnie wtedy − gdy ludzie nie bardzo zdają sobie z tego sprawę. A zwłaszcza wtedy, gdy owymi ludźmi są kobiety. Mam na myśli kobiety przedstawione przez inne kobiety − utalentowane, pełne pasji, kreatywne i pomysłowe: Kaję G. Konarską, Iwonę Wander i Annę Tomakę-Wójcik. I niech nie zwiedzie nas zapożyczony z klasyki filmowej tytuł ich zbiorowej wystawy fotografii: Sól ziemi czarnej. To może być bowiem rodzaj subtelnego żartu, inteligentnego kamuflażu lub przemyślnego alibi. Istotna jest bowiem druga część tytułu. A brzmi ona Portrety. Po prostu. Tylko tyle i aż tyle.

Kaja Konarska najwyraźniej lubi kapelusze. Ja też. Jednak nieskromnie stwierdzę, że znam więcej fasonów i zastosowań tych nakryć głowy niż jej modelki. One nie znają − a w każdym razie nie uznają − wytwornych toczków, zawadiackich kapelusików myśliwskich, czarująco i twarzowo wywiniętych rondek, kanotierków, kolorowych wstążek wokół główki, wszystkich tych urzekających fantazji z filcu, aksamitu, słomki, piór, piórek i woalek. Bo kapelusz to jest − kapelusz. Duża, okrągła główka, rondo dość szerokie, uniesione równo i − dodajmy − całkiem nie twarzowo na całej długości okręgu. „I bez kapelusza jestem urocza” − zdaje się mówić Piękna ogrodniczka (choć na pewno bujne kwiaty w donicach mają więcej wdzięku niż ich opiekunka) oraz Prowincjonalna kokietka (której ubiór jest dosadnym i jednoznacznym zaprzeczeniem tezy, że „od przybytku głowa nie boli” − być to może, ale od zbyt wielu źle dobranych elementów stroju bolą oczy). „Ten kapelusz tylko mi przeszkadza” − zdaje się wzdychać stara kobieta w niezgrabnej sukni i niby-wygodnych sandałach. Nawet nie próbuje ukryć żylastych rąk i zmienić na bardziej odświętny codziennego, tępego wyrazu twarzy. Być może intuicja podpowiada jej, że każdy student rysujący postacie ludzkie proporcje jej sylwetki uznałby za wadliwe i złe. I tylko Emerytowana nauczycielka, fotografowana na balkonie standardowego bloku z niezapomnianych lat 60., robi dobrą minę do złej gry − dosłownie i w przenośni − udając, że tandetny kapelusz stanowi najlepszy dodatek do białej bluzki koszulowej i bezkształtnej spódnicy. A czy nie lepsza byłaby kolorowa apaszka? Krótko mówiąc, patrzymy na cykl fotograficznych studiów, który mógłby nosić tytuł: Jak nie nosić kapelusza. Ostatecznie przecież można doskonale obejść się bez niego.

Iwona Wander preferuje portrety zbiorowe. Prezentuje Przyjaciółki z familoka, Damy w altance oraz dwie wersje portretu rodzinnego. W pierwszym przypadku są to matka i córka (pozują w nastrojowym i wielce intymnym kątku familokowego podwórza − pod murem wśród wysokiej trawy rosną rozłożyste paprocie, a nad głowami kobiet krzyżują się mocno naprężone sznurki, z których tylko co zdjęto pranie), a w drugim − trzy pokolenia, przy czym wnuczka wyraźnie dystansuje się od mamy, zbliżając do babci. Choć może to właśnie mama pragnie zachować splendid isolation? W tle bardzo stylowa ściana z dobrej cegły klinkierowej. Jest jeszcze Dama na schodkach willi. Schody są nieco krzywe i wyszczerbione, zatem pewnie i cały budynek nowością nie grzeszy. Modelki noszą stroje weekendowe, coś pośredniego między tradycyjnym ubiorem sportowym i spacerowym: białe wdzianka, bawełniane koszulki, spódnice we wzory (bywa, że zbyt duże, czyli pogrubiające...), tzw. wygodne buty. Charakterystyczne, że spodnie występują tylko raz, a w dodatku nosi je najstarsza z przedstawionych osób. Jednak nawet popołudniowo-spacerowo-weekendowy luz nie zwalnia od zachowania przy boku nieforemnych, dużych toreb. Ot, taki element lokalnej mody przedmiejsko-wielkomiejskiej. Lub osobistych upodobań.

Anna Tomaka-Wójcik tworzy portrety psychologiczne z elementami obserwacji obyczajowo-rodzajowych. Oto Kobieta sukcesu po przyjściach − porządny kostium i droga biała bluzka. Nikogo się nie boję! to niewymuszona swoboda i bezpretensjonalność sportowego wdzianka i rozpiętej bluzki koszulowej. Modelka z pewnością od dawna uprawia wyczynowo sport, ale też bez wątpienia posiada w sobie „nieprzyjemną twardość Scypiona Afrykańskiego” (posłużmy się takim eufemizmem), dlatego nie chciałabym pozostawać z nią w jakichkolwiek relacjach. Natomiast właścicielka ukwieconego balkonu postąpiła jak należy: przed wizytą pani fotograf udała się do pobliskiego fryzjera oraz poprosiła córkę lub zaprzyjaźnioną sąsiadkę o zrobienie makijażu. Powiedzmy, że gustownego. Teraz siedzi i zdaje się mówić: „Mój balkon jest najpiękniejszy!”, a ja potakuję uprzejmie. Jednak kolejna modelka Anny Tomaki-Wójcik nie skorzystała z żadnej fachowej porady, w rezultacie wygląda jak zaprzeczenie nie tylko mody, elegancji i wdzięku, ale i kobiecości. Pozostaje mi mieć nadzieję, że jest mądra, oczytana i bystra. Chociaż być może jest także złośliwa. Inna postać podnosi oczy ku niebu. Ale niebo jest pewnie bardzo odległe i niezbyt łaskawe. Świadczy o tym smutna twarz kobiety, wyraźne napięcie w jej rysach i głęboka zmarszczka między brwiami. Nieciekawy naszyjnik i małe kolczyki wcale nie ratują sytuacji. W tle amorki na gipsowej płaskorzeźbie udają niefrasobliwość. Życie nie wydaje się tu szczególnie urocze.

Piętnaście czarno-białych fotogramów przedstawia dwadzieścia kilka kobiet w różnym wieku, różnych profesji i − najpewniej − o różnym statusie społecznym. Ile z nich chciałabym poznać? Z iloma porozmawiać? A z iloma zaprzyjaźnić? Jeśli ubiór − będący wypadkową mody, upodobań, potrzeb i możliwości − jest tysiąckrotnym odbiciem człowieka, to...

                             

Kaja G. Konarska, Iwona Wander, Anna Tomaka-Wójcik: Sól ziemi czarnej. Portrety [wystawa fotografii]. Galeria Multimedialna Piwnica, Muzeum Miejskie w Siemianowicach Śląskich, marzec-kwiecień 2014.

 

Autorka tekstu nadała kilku omawianym fotogramom tytuły, których nie ma na wystawie, ale uczyniła to tylko dla uproszczenia i jasności narracji. Użyte cytaty pochodzą z powieści Antoniny Domańskiej Krysia Bezimienna (Warszawa 1962) oraz zbioru esejów Waltera Haasa Słowiki w aksamitach i jedwabiach (Warszawa 1957).

autor: Katarzyna Młynarczyk