Górnośląskie Towarzystwo Literackie w Katowicach
G ó r n o ś l ą s k i e   T o w a r z y s t w o   L i t e r a c k i e   w   Katowicach

Publicystyka



O harmonii Muzeum Śląskiego i dysharmonii Śląska

Festiwal Otwarcia Muzeum Śląskiego

W piątek, 26 czerwca, gdy tysiące uczniów odbierało swoje paski, dyplomy i cenzurki, Muzeum Śląskie rozpoczęło trzydniowy Festiwal Otwarcia nowej siedziby. Architektura, która z daleka nie zachęcała mnie do przyjrzenia się jej z bliska, okazała się doskonale zaprojektowaną przestrzenią, w której historia przeplata się z nowoczesnością, liczne gatunki roślin ze szkłem, betonem i metalem, a lekkie w formie bryły na powierzchni z przestrzennymi pokopalnianymi podziemiami, do których można zstępować pochylnią (ewentualnie schodami) lub zjeżdżać windą. Nowoczesny dizajn doskonale wpisał się w tradycje muzealnictwa, wydobywając i podkreślając walory poszczególnych eksponatów. Osobiście najbardziej odpowiada mi przestrzeń, w której zgromadzona jest sztuka nieprofesjonalna. Punktowe oświetlenie obrazów Teofila Ociepki, Erwina Sówki, Ewalda Gawlika, Pawła Wróbla czy Bronisława Krawczuka przy równoczesnym półmroku tutaj panującym  wyeksponowało tajemniczość, baśniowość i mityczność wielu prac. Już z daleka, oglądając jeszcze zbiory wspaniałych grafik m.in. Jana Nowaka, dostrzegamy ciemność, z której wyłaniają się rozświetlone jakby od środka obrazy. Ten mrok z jasnymi prostokątami przyciąga uwagę i skłania do tego, by podejść i pozwolić się wciągnąć w magiczność wizji śląskich prymitywistów.

O wystawie historycznej trzeba by napisać odrębny felieton, a przede wszystkim, by ją całą przetworzyć w sobie, koniecznie należy na nią powrócić, gdyż jednokrotne jej oglądanie i to przy tysięcznych tłumach w dniu otwarcia pozwoliło co najwyżej na pobieżny rekonesans.

Po obejrzeniu części wystawienniczej wzięłam udział w projekcji filmu Adama Sikory o Lipinach, pt. Boże Ciało (2005). Choć znam biedę tej dzielnicy, to jednak dokument wbił mnie w przygnębienie. Tym bardziej gdy uświadomiłam sobie, że nakręcono go zaledwie 10 lat temu. Może dlatego w późniejszej dyskusji o Śląsku współcześnie zmieniającym się in plus, odczułam niedosyt i dysharmonię. Oczywiście sama dyskusja moderowana przez Ewę Niewiadomską z Radia Katowice, odchodząca od narracji sentymentalno-historycznej, podkreślająca walory dzisiejszych Katowic, nie była zła, a nawet bardzo mi się podobała, bo wreszcie mówiono innym językiem niż w dotychczasowych dysputach. Szczególnie pozytywnie zaskoczył mnie Robert Talarczyk, dyrektor Teatru Śląskiego, który podkreślił konieczność zastanowienia się nad tym, jak opowiedzieć o nowym, współczesnym Śląsku, zauważył też, że jeśli nadal będziemy kroczyli w stronę sentymentalnej estetyki, to grozi nam stworzenie skansenu, a nawet autoironia.

Jednak Katowice, a ściślej: centrum Katowic, to nie cały Śląsk. Dobrze, że katowickie śródmieście zmienia się tak dynamicznie i że tyle nowych, niepowtarzalnych budynków kultury, nauki i biznesu powstaje, ale nadal na mapie Śląska są Lipiny, Chropaczów, Szopienice, Załęże, Cwajka, Chorzów Stary... Z pewnością bohaterowie filmu Sikory nie dotrą ani do NOSPR, ani do Muzeum Śląskiego, ani nawet do Ronda Sztuki. Dla nich czas zatrzymał się na progu ich możliwości. Poza nim rzeczywistość nie istnieje. I oczywiście można to sobie rozpatrywać w kategoriach estetycznych, można widzieć w tym świetny materiał fotograficzny, malarski, literacki, filmowy, ale moją wadą lub zaletą − sama nie wiem − jest podwójne myślenie − z jednej strony twórcy i odbiorcy kultury, z drugiej pedagoga i społecznika, dlatego dla mnie jest to przede wszystkim problem socjologiczny.

Są na mapie Śląska czarne dziury, wchłaniające ludzi, pozbawiające ich godności, wyrzucające poza margines współczesności, poza margines normalnego życia, więc pytam się: co z tymi dziurami? Co mamy do zaoferowania owym pustyniom? Jaki most wybudujemy pomiędzy nimi a wszystkimi wspaniałymi i wartościowymi miejscami w centrum aglomeracji górnośląskiej? A zrobić coś musimy, bo prędzej czy później grozi nam najazd zdesperowanych bezrobotnych, biednych, wyrzuconych poza nawias, wykluczonych z korzystania z dóbr kultury. Jego skutki mogą być podobne do najazdu barbarzyńców w Krawcu Sławomira Mrożka.

autor: Katarzyna Bereta