niedziela / 22 października 2017 Gtl Członkowie Miesięcznik "Śląsk" Partnerzy Kontakt
Górnośląskie Towarzystwo Literackie w Katowicach
G ó r n o ś l ą s k i e   T o w a r z y s t w o   L i t e r a c k i e   w   Katowicach

Publicystyka



Sekretarz opowiadał o noblistce

Spotkanie z Michałem Rusinkiem w Rybnej

Nieliczni goście, którzy przyszli 16 grudnia 2014 roku do Pałacu w Rybnej, dzielnicy Tarnowskich Gór, mogli posłuchać opowieści Michała Rusinka, długoletniego sekretarza Wisławy Szymborskiej. Poznali anegdotę o zdjęciu poetki palącej papierosa, które fotoreporterzy zrobili podczas ceremonii wręczania Literackiej Nagrody Nobla, ale zamieściła je tylko jedna popołudniówka, bo świadczyło o tym, że król Szwecji też zapalił papierosa, na co jego podwładni krzywo patrzeli. Dzięki Rusinkowi goście dowiedzieli się zresztą więcej o nałogu noblistki, krążącej po pokoju ze słupkiem dymu w ręce i wypalającej papierosem dziurę w dywanie. Oprócz wspomnień świadczących o zwyczajnym ludzkim obliczu wybitnej poetki, która jak każdy śmiertelnik kupowała czasami masło w sklepie, były sekretarz zaserwował także szereg gawęd o skłonności Szymborskiej do dowcipów, która korespondencję podzieliła na cito – listy, na które trzeba natychmiast odpowiedzieć. „Były to z reguły negatywne odpowiedzi na propozycje nazwania imieniem poetki ulicy czy szkoły” – wyjaśniał Michał Rusinek. Do innej kategorii listów należały żółwie, czyli mogące długo czekać na odpowiedź. „Wiadomo, że żółwie czasami umierają” – kwitowała poetka tę kategorię listów.

Jedna z zabawnych anegdot opowiedziana przez Rusinka dotyczyła również Górnego Śląska. Szymborska − jako autorytet od wszystkiego − zapytana kiedyś o piłkę nożną, dziedzinę całkowicie jej obcą, nie wiedzieć czemu odparła, że nie interesuje się futbolem od czasu, kiedy Szombierki Bytom spadły z I ligi. Po jakimś czasie działacze klubu przysłali jej zapewnienie, że zrobią wszystko, żeby znowu zainteresowała się piłką nożną. Obietnicy jak dotychczas nie spełnili, ale drużyna awansuje i gra już w III lidze. „Trzymamy kciuki” – skomentował tę wieść Michał Rusinek. Nie zabrakło opowiastki o człowieku podającym się w banku za syna noblistki.

Sporo opowiedział sekretarz też o swojej roli w życiu poetki i fundacji powstałej po jej śmierci. Zaprzeczył, że nadal będzie twarzą promującą orzeszki, bo w reklamę został wmanewrowany z powodu udziału w jury konkursu na najlepszy limeryk zachwalający ten produkt. Po spotkaniu z Michałem Rusinkiem wielbiciele poezji Szymborskiej obejrzeli wystawę jej zabawnych kolaży, którą otworzył − rzecz jasna − jej wieloletni sekretarz.

autor: Ryszard Bednarczyk