Górnośląskie Towarzystwo Literackie w Katowicach
G ó r n o ś l ą s k i e   T o w a r z y s t w o   L i t e r a c k i e   w   Katowicach

Muzyka na Śląsku



Blues bardzo śląski

Jan Kyks Skrzek. Rys. Adam Lempa

Jan „Kyks” Skrzek. Rys. Adam Lempa.

 

17 stycznia 2015 roku miał z przyjaciółmi ze Śląskiej Grupy Bluesowej dać koncert na Ranczu „Baranówka” w Nowej Wsi Tworoskiej − urokliwym, kameralnym miejscu, którego aura i ujmujący klimat ściągają coraz liczniejszych muzyków i coraz wierniejszą publiczność (pisałem o tym niedawno).

Wszystkie bilety wyprzedano na wiele dni wcześniej. Jednak kiedy zespół zbierał się już na koncert, „Kyksa” wciąż nie było. Nie odbierał telefonu, a w domu nikt nie otwierał. Trzeba było wyważyć drzwi. Leżał bez przytomności nie wiadomo jak długo. Przewieziono go do szpitala. Zdiagnozowano udar mózgu. W następnych dniach przez chwilę wydawało się, że może będzie dobrze. Niestety. 29 stycznia zmarł...

Nie chcąc zawieść tych, którzy na Ranczu, nie wiedząc o niczym, z radością czekali, mimo przygnębienia i dotkliwego braku Janka pozostali muzycy grupy postanowili jednak zagrać. Z ratunkiem i pomocą pospieszył wierny przyjaciel i świetny bluesman Adam Kulisz. Artyści spotkali się ze zrozumieniem oczekujących, którzy przyjęli ich bardzo ciepło. Muzycy zagrali wspaniale. Gdy Adam Kulisz poprosił o wybaczenie, że korzysta z kartek, chcąc zaśpiewać teksty ŚGB, których nie zdążył się nauczyć na pamięć, atmosfera jeszcze bardziej się ociepliła.

To był wieczór Janka „Kyksa” Skrzeka, jego talentu, dobroci, prawdziwości, charyzmy, prostolinijności, jego niemożliwej do zmierzenia miłości do bluesa i Śląska. Był życzliwy wszystkim. Z czułością śpiewał o ziemi, ludziach i zwierzętach. Ślązak z krwi, kości i z sercem na dłoni. Był tym, co w jego rodzinnej ziemi najpiękniejsze. Ale znał też jej nostalgię i najgłębsze ze smutków. Na okładce pierwszej solowej, nagranej w 1985 roku, płyty Górnik blues znalazły się słowa: „Dedykuję wszystkim górnikom”. A on w górniczym mundurze śmieje się do nas ze zdjęcia całym sobą. Wszystko, co robił, robił całym sobą. Teksty z tytułami Górnik Blues czy To był chłop napisali mu wtedy wybitny poeta Tadeusz Kijonka i znany ze współpracy z grupą SBB Julian Matej.  Potem przyszły płyty następne, a na nich utwory, z którymi Janek już zawsze będzie kojarzony: O mój Śląsku, Sztajger, Śpiewam pieśń dla bluesa.

Potrafił znakomicie bawić się z publicznością, chętnie z przymrużeniem oka. Tryskał ciepłym śląskim humorem. Na jego koncertach nogi, ręce, głowy, serca i dusze same rwały się do tego śląskiego, choć zza oceanu przychodzącego, grania. Wszak blues to także chwytanie życia za rogi i śmianie się nieszczęściu w twarz. Gdy grał w filmach, siebie grał. Nic w zasadzie nie musiał robić na planie. Był... Autentyczny, śląski, jakby z kopalnianych tajemnic, z mowy „ludzi stąd” i jakby z obrazów nikszowieckich alchemików żywcem wyciągnięty. Legendarny fotografik muzyczny Marek Karewicz w książce Big Beat pisał: „Miałem z nim problem, bo znając całą czołówkę naszych pianistów jazzowych, powinienem powiedzieć, że on w ogóle nie umiał grać. Zero techniki, gumowa fraza, toporna artykulacja – żywioł i nic poza tym. Śpiewał po „norwesku” lub w śląskiej gwarze. Robił to jednak tak szczerze, z takim zapałem, zacietrzewieniem, przekonaniem, że przyciągał uwagę”. I  zawsze  tak będzie... Już sobie wyobrażam, ile pięknego zamętu robi teraz w niebieskiej, bluesowej orkiestrze.

autor: Jacek Kurek