Górnośląskie Towarzystwo Literackie w Katowicach
G ó r n o ś l ą s k i e   T o w a r z y s t w o   L i t e r a c k i e   w   Katowicach

Wywiad



Region na nowo odczytany

Z prof. Ryszardem Kaczmarkiem, dyrektorem Instytutu Badań Regionalnych, rozmawia Katarzyna Kuroczka (rozmowę opublikowano w listopadowym numerze "Śląska" z 2016 roku)

 

Od kilku lat postuluje się w kręgach naukowych nowy regionalizm, zwłaszcza w literaturoznawstwie. Czy historia jako dyscyplina na przestrzeni ostatnich kilku dekad także zmieniła swoje spojrzenie na to, czym jest region i wypracowała nowy typ narracji o jego dziejach?

Kwestia historii regionalnej, jeśli do tego w ten sposób podejdziemy, w zasadzie nie przeżyła takiej rewolucji, jak pojęcie regionu w innych naukach humanistycznych. Generalnie rzecz ujmując, pojęcie regionu w historii nie występowało często, raczej posługiwano się albo terminem krain geograficzno-historycznych, albo dzielnic. To ostatnie określenie było niegdyś bardzo popularne, ale i ono stopniowo zaczęło zanikać, gdy pojawiły się granice administracyjne. Natomiast wieloznacznie rozumiane pojęcie regionu, o którym pani mówi, w historii nigdy na dobrą sprawę się nie przyjęło. Jeżeli już go używano, to tak naprawdę wyłącznie, moim zdaniem, w odniesieniu do XIX i XX wieku, nawet bardziej XX niż XIX. Cały czas jednak odwoływano się do klasycznego rozumienia krainy czy dzielnicy, a nie regionu, ponieważ ten ostatni łączył się z konotacją administracyjną, a to z kolei kierowało wprost w stronę zagadnień związanych z historią polityczną, a nie w stronę tego, co w innych naukach humanistycznych rozumie się jako region, czyli pewnego konstruktu niemającego określonych granic, o którego zasięgu możemy różnie myśleć, w zależności od przyjętych kryteriów – socjologicznych, kulturowych i innych.

Wydaje mi się, że historia regionalna nadal postrzegana jest przez historyków poprzez pryzmat dziejów krain i dzielnic ukształtowanych już w średniowieczu, a potem podlegających tylko kolejnym podziałom politycznym. Stąd też te problemy, które teraz nakładają się w związku z tym, że w innych dyscyplinach w definiowaniu regionów nikt się specjalnie nie przejmuje granicami administracyjnymi, co oczywiście jest zrozumiałe, bo trudno je uwzględniać np. w badaniach językowych. Jednak dla historyków warstwa administracyjna jest niezwykle ważna, bo bez niej nie mogą prowadzić badań. Występuje to też niekiedy w obszarze geografii społeczno-ekonomicznej, bo geografowie nie mogą także prowadzić swojej narracji bez korzystania z danych statystycznych zebranych w nieraz sztucznie tworzonych regionach statystycznych.

Ja sam niechętnie używam pojęcia regionu historycznie, ponieważ ono buduje nam stałe problemy w dialogu z naszymi odbiorcami. Trzeba zawsze na wstępie wyjaśniać, czym jest region w ujęciu naukowym, o jakim regionie w danej chwili myślimy – geograficznym, socjologicznym, kulturowym czy innym – i dopiero po takim sprecyzowaniu terminów możemy budować porozumienie. Rzadko natomiast mamy szansę, by aż tak głęboko wejść w zagadnienie i je wytłumaczyć, stąd częściej zdarzają się nieporozumienia, niepotrzebne dyskusje i niedopowiedzenia.

Jest Pan znawcą dziejów Górnego Śląska w XIX i XX wieku. Co zmieniło się w spojrzeniu na jego historię w XXI wieku?

Uważam, że w XXI wieku, co zresztą zrozumiałe, najbardziej rozwinęły się badania dotyczące XIX i XX wieku. Z naciskiem na XX wiek. Największe deficyty są natomiast w okresie nowożytnym, czyli w wieku XVI-XVIII. Dokładne wytłumaczenie, dlaczego tak się dzieje, zajęłoby tutaj zbyt wiele miejsca. Ogólnie rzecz ujmując, bierze się to głównie z rodzaju źródeł, którymi się posługujemy do badania poszczególnych epok. Ta materia jest dość skomplikowana dla wcześniejszych epok. Mamy problemy z tym, by wychować i wykształcić osoby, które byłyby gotowe do pracy na źródłach wytwarzanych we wspomnianych trzech stuleciach. Częściowo dotyczy to także XIX wieku, gdyż niektóre zagadnienia są w nim dość dobrze przebadane, a niektóre nadal czekają na rozpoznanie. Bardzo słabo przebadana w XIX wieku jest np. historia społeczna, ale też szeroko rozumiana historia kultury – zarówno w wymiarze instytucjonalnym, jak i opisu zjawisk kulturowych na obszarze Górnego Śląska.

Instytut Badań Regionalnych został powołany w 2011 roku i działa jako dział Biblioteki Śląskiej w Katowicach, kierowanej przez prof. Jana Malickiego. Miał się zająć przede wszystkim badaniami naukowymi obejmującymi województwo śląskie, wykonywaniem ekspertyz naukowych oraz przygotowaniem programów i materiałów na potrzeby regionu. Jakie plany udało się zrealizować przez pięć lat działalności? Na pewno Encyklopedię Województwa Śląskiego i ostatnio uruchomioną Platformę cyfrową Eduś, ale czy coś jeszcze?

Udało się też wznowić „Zaranie Śląskie”. To był nasz pomysł, by powrócić do pewnej dobrej tradycji i wzorców czasopiśmienniczych. Udało się powołać do istnienia coroczną konferencję otwierającą nowe pola badawcze, które do tej pory były niedoinwestowane. W moim gabinecie wiszą zresztą plakaty z wszystkich dotąd zorganizowanych konferencji, dotyczących m.in.: industrializacji, I wojny światowej w spojrzeniu historycznym i historycznoliterackim, wojen napoleońskich na Górnym Śląsku, biografii znanych, ale i kontrowersyjnych postaci w historii Górnego Śląska XX wieku, a obecnie przygotowujemy się do dużej konferencji poświęconej dziejom Reformacji na Górnym Śląsku. Przy współpracy z innymi instytucjami zorganizowaliśmy też sporo innych konferencji, nawet takich, jak ta „o rozkoszach stołu”. Z większości udało się przygotować osobne publikacje. Szczerze mówiąc, przy trzech osobach (dopiero od dwóch miesięcy mamy czteroosobowy skład) pracujących w Instytucie niewiele więcej można było zrobić. Od czasu opublikowania pierwszych haseł Encyklopedii Województwa Śląskiego (2014 rok), po dwóch latach istnienia Encyklopedii, mamy w tej chwili, o ile się nie mylę, ok. 160 haseł, z których większość ma od 10 do 20 stron. Kolejne kilkadziesiąt wyedytujemy w tym roku, w trzecim tomie Encyklopedii. I tym wszystkim trzeba administrować. To nie jest mała baza, ale licząca już dzisiaj około półtora tysiąca stron (nie licząc licznych ilustracji) duża Encyklopedia, ze swoimi stałymi autorami i recenzentami naukowymi, a ponadto stale modernizowana. To samo dotyczy Edusia, który co prawda na razie jest dostępny tylko w 30 lekcjach, ale obejmujących w sumie kilkaset stron. Obecnie gros czasu zajmuje nam więc publikowanie i edytowanie materiałów w EWOŚ i Eduś (do końca bieżącego roku szkolnego opublikujemy wszystkie przygotowane lekcje, w sumie będzie ich około 150) tak, by oba projekty utrzymały swój dobry, moim zdaniem, poziom naukowy, a jednocześnie dawałyby dostęp do tej wiedzy nie tylko specjalistom. Taki zresztą był pomysł na Instytut, by zajął się on organizacyjną stroną badań. Naukowcy natomiast mają zająć się tym, co robią najlepiej, czyli pisaniem i prowadzeniem badań.

Zanim porozmawiamy szerzej o Platformie cyfrowej Edukacja Regionalna Województwo Śląskie Przyroda, Społeczeństwo, Kultura – w skrócie Eduś, chciałabym zapytać, jak z Pana perspektywy wygląda obecnie edukacja regionalna? Jakie są jej słabe punkty?

Nie czuję się kompetentnym specjalistą do wydawania jakichś ekspertyz dotyczących tego, jaki jest stan edukacji regionalnej w województwie śląskim. Oczywiście robiliśmy pewne sondaże i mieliśmy dwie konferencje metodologiczne z nauczycielami, którzy z nami rozmawiali przy budowie Edusia. W tym temacie powinni się raczej wypowiedzieć nasi specjaliści, którzy kierowali pracą nad Edusiem: prof. Lech Krzyżanowski, prof. Adam Hibszer i prof. Maciej Fic, a także Rada Naukowa naszego Instytutu, którą kieruje prof. Dariusz Rott. Natomiast myślę, że potrzeby są u nas takie, jak w całej Polsce. Pierwszym problemem jest system organizacyjny szkoły. Nie istnieje w nim coś takiego jak odrębny przedmiot pod nazwą edukacja regionalna. Jeżeli niekiedy jest w szkole, to jest to efekt inicjatywy samorządowej. Pomysł ścieżki międzyprzedmiotowej upadł już przed laty. Tak naprawdę edukacja regionalna może więc odbywać się na lekcjach z poszczególnych przedmiotów. Takie rozwiązanie jest zresztą, moim zdaniem, lepsze od organizowania specjalnych zajęć. Dobrze by było, gdyby nauczyciel miał tyle godzin dla swojego przedmiotu, by mógł poza realizacją podstawy programowej wprowadzać także tematy regionalne na lekcjach. Gdyby się to udało, to jest miejsce na edukację regionalną we współczesnej szkole. Z tego też powodu Eduś jest tak właśnie zbudowany – nie jako podręcznik, który byłby realizowany np. przez dwa lata, ale jako zbiór propozycji lekcji do przeprowadzenia przy okazji realizacji treści programowych na różnych przedmiotach, na różnym poziomie. Nauczyciel korzysta z tych scenariuszy w miarę potrzeby i możliwości, gdy widzi, że coś mu pasuje do omawianych aktualnie z uczniami problemów.

Z mojego doświadczenia oświatowego wynika, że mocno tkwimy jeszcze w epoce, którą słowami Wilhelma Szewczyka można by nazwać „epoką girlasków w czakach”. Nauczyciele wykorzystują do znudzenia stare motywy, które przekazują bez pasji młodym ludziom, i to często ubrane w odpustowy folklor. Taka edukacja może co najwyżej zniechęcić, a przede wszystkim wytworzyć przekonanie, że regionalne tradycje są nudnym i nikomu niepotrzebnym skansenem. Czy przy tworzeniu Edusia towarzyszyła myśl, by zmienić ten stan rzeczy, by zaproponować taki sposób przedstawiania regionu, który zafascynuje nim?

Śledząc niektóre medialne przekazy, sam odnoszę czasami wrażenie skansenu, o którym pani mówi. Widzę, że wciąż przerzucamy się tymi samymi tematami i wmawiamy sobie i innym, że są porywające. Myślę, że Platforma Eduś odchodzi od tego modelu narracji. Nie ma w niej tych wszystkich dyżurnych, niekiedy „cepeliowskich” tematów, co zapewne znajdzie swoich krytyków. Idąc za postulatami nauczycieli, staraliśmy się zbudować platformę, która będzie uczyła dumy ze swojego regionu wypływającej z faktu, że ma on wartościowe znaki kulturowe, które młody człowiek potrafi wokół siebie odszukać, odczytać i zrozumieć. Młodzi ludzie znają lepiej lub gorzej kanon literatury polskiej, ale nie znają tekstów powstałych w kręgu kultury wysokiej w regionie, w którym żyją. Dotyczy to zarówno tekstów dawnych, jak i współczesnych. Stąd np. w naszych scenariuszach Lajerman Aleksandra Nawareckiego i wiele innych podobnych tekstów. Trzeba jednak pamiętać o jednym. To nie jest tylko podręcznik o Śląsku. Oczywiście on porusza się także w granicach Śląska, dokładniej mówiąc województwa śląskiego, ale pokazuje też kulturę Małopolski i małych subregionów, które się wytworzyły na pograniczu śląsko-małopolskim i mają już dzisiaj własną tożsamość. A zatem ogólnie nie chcemy budować dumy z regionu na bazie skansenu, ale chcemy pomóc kształtować otwartego, nowoczesnego Europejczyka, który jednocześnie wie, gdzie są jego korzenie i jest dumny z miejsca swego pochodzenia.

Myślę, że to jest próba wprowadzenia młodych w głębsze i szersze zrozumienie regionu, może czasami nawet nazbyt głębokie, bo sięgnięcie po Nagrobek ciotki Cili Stefana Szymutki może być doświadczeniem lekturowym zbyt trudnym dla współczesnego młodego człowieka, nieprzygotowanego zupełnie do czytania. Jednak ta wysoko ustawiona poprzeczka pokazuje też, że autorzy chcą nauczyć myślenia o Śląsku.

Oczywiście, że te lekcje są zróżnicowane pod względem trudności. Jedne są na poziomie gimnazjalnym, inne licealnym. Te z języka polskiego są akurat jednymi z najtrudniejszych, są one też moimi ulubionymi. Ważne jest też to, że zostały pomyślane jako lekcje pretekstowe. Staramy się nie tylko pokazać pewne biografie, bo to jest najprostsze, ale mówiąc o kimś, dajemy pretekst do przedstawienia jakiegoś interesującego gatunku literackiego, zjawiska itp., stwarzamy pole do analizy. Oczywiście to wszystko jest wybiórcze, ale też nie mamy ambicji, by opracować encyklopedię, bo nie ma nawet takiej potrzeby.

By być regionalistą z prawdziwego zdarzenia, trzeba mieć dobrze ugruntowaną wielodyscyplinarną wiedzę – Eduś pokazuje to bardzo dobrze, ale trzeba też być pasjonatem tego, co się robi. Czy zatem problemem edukacji regionalnej nie jest też brak dobrego sytemu kształcenia regionalistów? Uniwersytet Śląski wyszedł naprzeciw temu problemowi i powołał do istnienia studia śląskie, ale jeśli się nie mylę, to zainteresowanie nimi było nikłe. Czy IBR planuje pomóc w wykształceniu lub dokształceniu obecnych lub przyszłych regionalistów?

Myślę, że podstawowym problemem nauczycieli nie jest brak wykształcenia, ale czasu. Nie mają czasu nie tylko na realizację edukacji regionalnej, ale także na naukę myślenia swoich uczniów. Przytłacza się ich koniecznością zrealizowania przeładowanego programu. Poza tym wydaje mi się, że nauczyciele są już zmęczeni ciągłym dokształcaniem. Będę się zatem upierał, że problemem nie są nauczyciele – ich chęć lub niechęć do realizacji tematów regionalnych, brak wiedzy lub jej przerost – tylko czas, którym dysponują. Jest go zdecydowanie za mało na rzeczy naprawdę ważne i za mało, by dodawać jeszcze cokolwiek ponadto to, co wymusza program. Problemem jest niemożność stworzenia warunków, w których nauczyciele wykorzystaliby swoją wiedzę bez jakichś samoograniczeń dokonywanych najczęściej ze szkodą dla uczniów. Myślę zatem, że kolejne szkolenia nie są konieczne. Potrzebne byłoby natomiast stworzenie wspólnej linii frontu szkoła-rodzice, aby rodzice także przekonali się do tego, że edukacja regionalna jest potrzebna i ważna. Jeśli rodzicom będzie zależało na niej, to szkole łatwiej będzie znaleźć sposób na wykrojenie czasu dla tematyki regionalnej. To jest po prostu problem systemowy i kolejne studia uniwersyteckie – aczkolwiek potrzebne dla tych, którzy chcą rozwinąć swoją wiedzę o regionie – nie rozwiążą go. Musimy uruchomić istniejący już olbrzymi potencjał tkwiący w dobrym najczęściej wykształceniu nauczycieli i pomóc im, także finansowo, by zaszczepili w swych uczniach miłość do swojej małej ojczyzny.

Równocześnie trzeba powiedzieć, że nie jest zupełnie beznadziejnie, czego dowodem są przyznane niedawno przez Związek Górnośląski wyróżnienia. Pięciu nauczycielkom przyznano tytuły Lidera Edukacji Regionalnej 2016, ponadto uhonorowano także tytułem Promotora Edukacji Regionalnej osoby, które inspirują i wspierają działania nauczycieli regionalistów, oraz przyznano tytuł Mecenasa Kreatywnej Edukacji Regionalnej instytucjom, które wspierają materialnie i organizacyjnie projekty z zakresu edukacji regionalnej. A zatem są sukcesy.

Oczywiście, że tak. Problemem tej edukacji jest jednak to, że jest ona punktowa. To są pojedyncze pomysły, projekty, realizacje. Nie ma ona natomiast charakteru ogólnego.

Dla kogo zatem jest Eduś?

Właśnie na tym polegał nasz pomysł, by odejść od tej cząstkowości. Gdybyśmy wydrukowali podręcznik, to znowu byłoby 200 czy 500 egzemplarzy, z których do nauczycieli dotarłoby 100. Eduś jest natomiast otwarty, wobec tego jest dla każdego. To znaczy każdy nauczyciel, i to nie tylko języka polskiego, ale i historii, nauki o kulturze, geografii, biologii, jeśli tylko znajdzie w nim coś, co pasuje do realizowanych na swoim przedmiocie treści, może z niego skorzystać. Jego cyfrowa forma także ułatwia korzystanie z zasobów większej liczbie odbiorców niż tylko tym potencjalnym stu czytelnikom podręcznika. Co ważniejsze, platforma, w przeciwieństwie do standardowego podręcznika, daje większą dowolność w wyborze scenariuszy. Nie ma potrzeby, by zrealizować na lekcjach 150 tematów, które się docelowo pojawią w Edusiu. Jest to zresztą niemożliwe. Każdy może wybrać, ile chce i co chce z naszej platformy.

Czy czekają Państwo także na jakiś odzew ze strony nauczycieli?

Proszę pamiętać, że jesteśmy ciągle w fazie testowania bazy, a zatem czekamy na wszelkie uwagi dotyczące błędów. Z tego też powodu nie zamieszczamy nowych materiałów. 14 listopada mamy trzecią konferencję metodologiczną z wszystkimi autorami i nauczycielami, którzy dydaktyzowali nasz projekt, po niej przejdziemy do trzeciego etapu, czyli umieszczenia w Edusiu pozostałych scenariuszy i innych materiałów. Równocześnie przyjmujemy zaproszenia miast, które chciałyby rozmawiać z nami o praktycznej stronie działania i wykorzystania platformy. Najbardziej zależy nam na tym, aby nauczyciele zaczęli budować na potrzeby Edusia własne scenariusze. Będą one przyjmowane, gdy będą spełniały pewne warunki formalne tak, by pasowały do przyjętej przez nas struktury. W osobnym panelu będą gromadzone scenariusze poświęcone poszczególnym miejscowościom, których nauczyciele mają zazwyczaj najwięcej w swoich archiwach, gdyż są one najbardziej interesujące dla młodych ludzi, a i samym nauczycielom jest chyba najłatwiej takie lekcje przygotować. Oczywiście warunkiem sine qua non przyjęcia scenariusza do publikacji będą zawsze dwie pozytywne recenzje – naukowa i dydaktyczna. 

Jakie są plany Instytutu na najbliższą przyszłość?

Na pewno będziemy kontynuowali prace nad Encyklopedią i Edusiem. Mam nadzieję, że uda się finansowo ustabilizować wydawanie „Zarania Śląskiego”, by zapewnić mu odpowiednie zaplecze do regularnego ukazywania się. Początkowo organizowaliśmy też debaty śląskie wokół aktualnych i bardzo gorących tematów, chciałbym, abyśmy do nich powrócili. Aby rozmowy te miały jakiś szerszy oddźwięk, potrzebne byłoby medium, na łamach którego można by publikować pokłosia z nich. Biblioteka Śląska, której jesteśmy częścią, z pewnością wspomoże taką inicjatywę. Widziałbym tutaj także pole do współpracy „Śląska” z Instytutem. Wydaje mi się, że takie debaty są bardzo potrzebne.

I jeszcze jedna rzecz, której nie udało nam się zrealizować z powodu braku finansów, a do której powinniśmy powrócić. Należałoby stworzyć barometr socjologiczny dla województwa śląskiego. To jest rzeczywiście duży wysiłek finansowy, ale bezwzględnie konieczny. Badania te dawałyby materiał m.in. do wspomnianych lokalnych dysput, które do tej pory odbywały się w głównej mierze w oparciu o osobiste przeczucia dyskutantów, nie zaś o sondaże przeprowadzane na bieżąco na terenie województwa.

Dziękuję za rozmowę i życzę realizacji wszystkich planów.

 

Encyklopedia Województwa Śląskiego: http://ibrbs.pl/mediawiki/index.php/

Platforma cyfrowa Eduś: http://edus.ibrbs.pl/

autor: Katarzyna Kuroczka