Górnośląskie Towarzystwo Literackie w Katowicach
G ó r n o ś l ą s k i e   T o w a r z y s t w o   L i t e r a c k i e   w   Katowicach

Publicystyka



Panie Jacku to nie buractwo

prof. Jacek Warchala

Prof. Jacek Warchala. Zródło fotografii: http://www.tarnowskiegory.pl/articles,article,2905,Androny_farmazony_duby_smalone._Jak_mowa_%E2%80%93_trawa_rosnie_nie_tylko_na_wiosne.

 

     Profesor Jacek Warchala, językoznawca z Uniwersytetu Śląskiego, przyjechał 20 maja 2015 roku na spotkanie do Pałacu w Rybnej z zamiarem wygłoszenia akademickiego wykładu na temat nowomowy. Zdołał jeszcze objaśnić, powołując się na George'a Orwella i Wiktora Klemperera, iż nowomowa to język totalitarnej władzy ogłupiającej społeczeństwo. Podał przykłady autorytarnego kodu, którego sens trzeba odczytać między wierszami. Zwrócił także uwagę na semantyczną rewolucję po zmianie władzy w 1990 roku oraz istnienie religijnej nowomowy.
     Ledwo jednak zakończył te ogólne wywody, obecni na spotkaniu członkowie Klubu „Pochwała inteligencji na Górnym Śląsku” porzucili role biernych słuchaczy i stali się rozmówcami profesora. Zarzucili językoznawcę przykładami urzędowych pism, których nie rozumieją petenci, a na podstawie których nawet poeci układają wierszowane pastisze. Jacek Warchala dopatrzył się w tych zjawiskach językowych urzędniczej strategii oraz dążenia do precyzji, co pozwala uniknąć odwołań obywateli od decyzji.
    Kolejnym tematem rozmów była mowa korporacji. Według profesora naszpikowanie firmowego języka angielskimi słowami wynika z wyższości kultury anglosaskiej i lepszej organizacji firm. Przyswajanie obcych zwrotów – zdaniem językoznawcy – wzbogaca mowę tylko do chwili, kiedy anglicyzmów jest za dużo. Za niebezpieczne dla ojczystego języka uznał Jacek Warchala zastępowanie słowa fryzjer nazwą salon włosów, a sklepu marketem.
     Sporo profesor rozmawiał także o upadku dobrych obyczajów językowych. Pisanie listów bez nagłówków nazwał „buractwem”. Zaś zwracanie się do niego per „panie Jacku” przez policjanta karzącego go mandatem uznał za objaw ocieplenia stosunków międzyludzkich w przykrej sytuacji. Publiczność miała nieco inne zdanie, uznając takie zwracanie się do petentów w urzędzie za lekceważące. Za odrębne zjawisko językowe uznał profesor pełne błędów językowych przemówienia Lecha Wałęsy, które jednak w ówczesnym czasie były wartością odświeżającą mowę polityków. Niektóre wypowiedzi byłego prezydenta nawet się podobały ludziom i utrwaliły się w pamięci.
     Przy czym – co zaznaczył Jacek Warchala – o tym, jak będziemy mówić, decyduje uzus językowy, czyli społeczeństwo przyswajające językowe nowości, choćby początkowo były szokiem dla mówiących.

autor: Ryszard Bednarczyk