niedziela / 22 października 2017 Gtl Członkowie Miesięcznik "Śląsk" Partnerzy Kontakt
Górnośląskie Towarzystwo Literackie w Katowicach
G ó r n o ś l ą s k i e   T o w a r z y s t w o   L i t e r a c k i e   w   Katowicach

Publicystyka



Ktoś tu łbem dał bukisz in concreto

czyli o liftingu w chorzowskim stylu

 

Władze mojego miasta celują w chybionych liftingach. Niedawno zafundowali nam odnowę betonowych kilbloków wybudowanych na środku dawnego rynku jeszcze za Gierka. Dodajmy, że na owych kolosach rozpięta jest asfaltowa nitka podobna do gigantycznego bajpasu, łączącego ulicę przed magistratem z jej kontynuacją za nim. Dzięki pozostawieniu owego reliktu ze słusznie minionej epoki przez kolejnych 30 lat nie mamy szans na rynek z prawdziwego zdarzenia. W dalszym ciągu musimy łbem dawać bukisz, tyle że nie in stellis, lecz in concreto. Zresztą ostatnio pod wspomnianymi żelbetowymi „podcieniami” praca wre nad nową śmiałą koncepcją. Zobaczymy, co się z niej wyłoni. Póki co, straszą doły, hałdy ziemi i ciężki sprzęt.

Natomiast dzisiaj odkryłam kolejne arcydzieło naszych projektantów przestrzeni miejskiej.

Przechodziłam przez ten park miliony razy w życiu. Przez kilkanaście lat patrzyłam na niego z okien mojego domu. Rozcięłam sobie w nim łydkę jako kilkuletnia „siłaczka”, która wraz z koleżankami postanowiła wykonać czyn społeczny, wyrzucając z fontanny gałęzie, worki i inne śmieci (żeby wszystkim żyło się lepiej!...). Rozbiłam sobie głowę, gdy na zakręcie nie wymanewrowałam kierownicą roweru (pamiętam nawet, która to była latarnia). Obok mieszkała moja szczenięca miłość z podstawówki, a po drugiej stronie można było kupić najlepsze lody pod słońcem.

Dziś niemal wmurowało mnie w kostkę brukową, gdy tylko wkroczyłam na pierwszą alejkę. Fakt, dawno tutaj nie byłam, ale nie znowu aż tak dawno… Może rok temu…? Widok, który ukazał się moim oczom, po prostu mnie poraził. Zieleniec w centrum miasta zamieniono w coś, co bardziej przypomina obóz, aniżeli ogród. Ktoś zbyt dosłownie potraktował nazwę − Park Hutników − i „zalał” krajobraz metalem. Wzdłuż wszystkich ścieżek ustawiono bowiem metalowe ogrodzenia. Otoczono nimi każdy, nawet najmniejszy spłachetek trawnika, tworząc w wielu przypadkach po prostu zamknięte boksy. Gdzie nie spojrzeć, wszędzie widać szare barierki. Cóż, że ozdobne! Zresztą ich estetyka też pozostawia wiele do życzenia.

Z każdym krokiem czułam coraz większy chłód i dyskomfort. Mając w pamięci miejsce naturalne, którego poprzednia odnowa nie zniszczyła, ale uszlachetniła, nie mogłam pojąć, skąd pomysł ukrzyżowania zieleni setkami prętów pionowych i poziomych. Komu przeszkadzał pejzaż dający wytchnienie oczom po kontakcie z szarością betonu wokół? Komu podobają się te niekończące się ciągi metalu, których jedynym celem istnienia jest chyba ograniczenie zanieczyszczania trawników przez pańskie i bezpańskie psy?

To kolejny dowód na to, że utylitaryzm nie jest wartością najwyższą, a gdy nie idzie w parze z mądrością, elementarną chociażby moralnością i poczuciem dobrego smaku zaczyna niebezpiecznie skręcać w stronę totalitaryzmu! Potwierdzeniem tego, iż naszym planistom jest bliżej do siermiężnej estetyki planu propagandy monumentalnej, ewentualnie rodzimego wydania socu, jest fakt, iż w ramach owego oszpecającego liftingu nikt nawet nie pomyślał o zlikwidowaniu pomnika ku czci żołnierzy Armii Czerwonej (sic!). Tym sposobem nadal jesteśmy wdzięczni naszym braciom w socjalizmie, że nas wyzwolili spod ręki faszyzmu!... Kapitalizm tę przyjaźń jedynie „ładnie” polukrował szarą polewą.

Strach pomyśleć, który park jest następny w kolejce: Róż, Śląski, Redena?! A może zespół przyrodniczo-krajobrazowy Żabie Doły? A wszystko zgodnie z zasadą: są pieniądze, trzeba je wydać i dać komuś zarobić… To, że są to pieniądze wyrzucane, a nie wydawane, to już inna para kaloszy! W tych władza nie chodzi!

autor: Katarzyna Bereta