wtorek / 24 października 2017 Gtl Członkowie Miesięcznik "Śląsk" Partnerzy Kontakt
Górnośląskie Towarzystwo Literackie w Katowicach
G ó r n o ś l ą s k i e   T o w a r z y s t w o   L i t e r a c k i e   w   Katowicach

Proza



Dezyderata. Dzieje utworu, który stał się legendą

(…) Jesienią 1994 roku wyjechałem do Baltimore. Byłem stypendystą kursu poświęconego funkcjonowaniu stowarzyszeń i fundacji. Przed wyjazdem niewiele wiedziałem o Dezyderatach. Ich tekst widziałem w albumie o historii Piwnicy [pod Baranami − przyp. KB], pamiętałem zaledwie kilka taktów śpiewanego przez nią utworu. Kilkoro przyjaciół kazało mi koniecznie zobaczyć „ten słynny kościół świętego Pawła”.

Poszedłem tam zaraz po przylocie, w niedzielny wieczór. Bez trudu odnalazłem budowlę położoną w samym centrum miasta przy głównej ulicy Charles Street. Mimo wejścia od strony arterii, nosi adres ulicy poprzecznej − 24 West Saratoga Street. Świątynia jest niewielka, z frontonem z nieco wyblakłej czerwonej cegły, z dwiema kolumnami, trzema oknami, z rozetą i spadzistym dachem. Tablica informacyjna podaje wyjątkowo niewiele szczegółów. Parafia należy do kościoła episkopalnego. Architektem neoromańskiego budynku z 1856 roku był Richard Upjohn. Nie spostrzegłem wzmianki o odnalezieniu tekstu Dezyderatów. Moją pierwszą reakcją było zdziwienie. Miałem jednak nadzieję, że dowiem się wszystkiego wewnątrz. Przez szklane drzwi wszedłem do środka kościoła. Nade mną rozpostarły się łuki sklepienia, kołczan srebrnych organów przywierał do chóru (…). Rozpoczynała się właśnie msza. Grono wiernych zajmowało trzecią część świątyni (…).

Po zakończeniu mszy obszedłem kościół wzdłuż ścian. Wisiały na nich epitafia poświęcone pamięci duchownych, członków rad parafialnych i parafian poległych w wojnach na Pacyfiku, w Europie i Wietnamie. Nie znalazłem niczego związanego z Dezyderatami. Wcześniej wyobrażałem sobie oświetlony fragment muru ze starym napisem, za szklanym parawanem. Przy wyjściu obejrzałem ulotki informacyjne o nabożeństwach, próbach chóru, zbiórce na remont kościoła. Moją uwagę zwróciła najmniejsza z kartek. Parafia informowała w niej, że Desiderata zostały napisane w 1927 r., że utwór ukazał się w formie książkowej w 1948 r. w zbiorze Wierszy Maksa Ehrmanna, że jest cytowany w bukletach kompilowanych z modlitewników przez byłego proboszcza, księdza Katesa. Koniec i kropka! Można sobie wyobrazić moją minę po tej lekturze. Z karteczką w ręce wyszedłem na ulicę (…). Był środek października, jesień już cicho gwizdała na palcach. Na krańcach zatoki Chesapeake klucze dzikich gęsi przelatywały nad bagnami. Poszedłem zamyślony w kierunku portu. Równo sto osiemdziesiąt lat temu tu nad brzegiem Atlantyku powstał tekst hymnu Ameryki. Jego autor Francis S. Key spoczywa w podziemiach katedry metodystów w Baltimore, koło pomnika Waszyngtona. A co z drugim wielkim wierszem, który powiązano z tym pięknym miastem? Co z jego autorem?

Po kilku dniach otrzymałem kartę biblioteczną, dającą mi dostęp do uczelnianych książek. Biblioteka stała w środku campusu Uniwersytetu Johnsa Hopkinsa, wieńczyła niewielkie, łagodnie opadające wzgórze, pokryte rozległym trawnikiem. Otwierano ją rano, a zamykano około północy. Miała dwa piętra w górę i cztery poziomy w dół. Wypełniona książkami, z wygodnymi krzesłami i stolikami − stanowiła dla mnie olśniewające miejsce. Spędziłem tu wiele wieczorów, otoczony przyjaznym kręgiem światła lampy. Pamiętam, z jaką niecierpliwością przystąpiłem do poszukiwania autora Dezyderatów. W podręcznym zbiorze encyklopedii jego nazwisko nie pojawiło się ani razu. Nie znała go Encyclopedia Britannica ani Brockhaus, nie wymieniał Larousse ani Webster. Zmartwiła mnie ta „międzynarodówka” milczenia. Przejrzałem dostępne who is who  i słowniki literatury anglosaskiej. Ehrmanna nie było również w książkach o Baltimore. Słowo Desiderata nie padło ani razu, nawet w przypisach. Pomyślałem o niewdzięczności miasta wobec swego poety. Na wydziale literatury żadna sala nie nosiła jego imienia (…).

Nie zrażony jednak do końca, czytałem wieczorami i robiłem notatki (…).

Poszukiwania autora tekstu ruszyły jednak do przodu, gdy poznałem zasady działania komputerowego katalogu książek. Wystukałem na klawiaturze „Max Ehrmann” i potwierdziłem przez „enter”. Po chwili z drukarki zaczęła wysuwać się taśma z perforowanym brzegiem. Pojawiły się daty życia Ehrmanna i spis pięciu książek z zasobów książnicy. Na samym początku Dezyderata, dostępne w czytelni (…). Zjechałem windą na wskazane piętro i wszedłem między półki. Odnalazłem bostoński tomik wierszy z 1948 roku i otworzyłem na spisie treści (…). Wiedziałem już, że odnalazłem zagubioną drogę. Nie znałem jej końca ani drogowskazów. Nie poprzestałem na słowach legendy. Chciałem zobaczyć, co się za nią kryje. Może rzeczywistość? Zwyczajna, całkiem przyziemna, może bolesna? Z miejscem dla człowieka (…).

 

 

(Fragment utworu).

autor: Marian Sworzeń