wtorek / 24 października 2017 Gtl Członkowie Miesięcznik "Śląsk" Partnerzy Kontakt
Górnośląskie Towarzystwo Literackie w Katowicach
G ó r n o ś l ą s k i e   T o w a r z y s t w o   L i t e r a c k i e   w   Katowicach

Proza



Teatr zamknięty (fragment)

Autobus. Godz. 0.35

 

Ostatnia niedziela. Ostatnia sztuka Karola… Tym razem zapalił świeczkę. Zdziwiłem się, bo zawsze grał w mroku…

− Po co ta świeczka?

− Potrzebna.

Była malutka, dawała chybotliwe światło, ale za to stwarzała nieprawdopodobnie duże cienie. Karol chodził po pokoju, a za nim jego cień-kolos, sięgający sufitu. Był niesamowity… Wtedy nie zdawałem sobie sprawy, że to pożegnanie Karola… Autobus!

„Halo! Gdzie ja jestem?... W autobusie? Dlaczego w autobusie?!... Nigdzie nie wychodziłem, nigdzie nie wchodziłem. Panie kierowco, dokąd jedziemy?... Panie kierowco! Głuchy pan? Co to za autobus?... Do pana mówię! Nikogo innego nie ma. Właśnie. Dlaczego nie ma pasażerów? Nic pan nie zarobi, jeśli będzie pan woził jednego człowieka… Czemu pan nie mówi?!... Niech to szlag trafi! Chcę wiedzieć, dokąd jedziemy, co jest? Jestem pańskim pasażerem, czy nie jestem? Mam prawo wiedzieć! Bo opiszę w gazecie. Jak Boga kocham, że opiszę… Ma pan jakiś numer? Nawet numeru nie ma! Dlaczego pan nie ma numeru? Co to za porządki? Pytam pana! Nie nauczyli, że pan jesteś dla nas, a nie my dla pana?... Wolniej! Nigdzie mi się nie spieszy. I nie pamiętam, żebym gdzieś się wybierał… Bo wyskoczę! Zabiję się i będziesz pan odpowiadał. Obok drogi są ostre kamienie. Mam wyskoczyć? Mam?!... Głuchy jak pień. Że też dają na linię takiego szofera. Przecież to skandal! Dobrze, że nie ślepy… Ładna mi wycieczka. Goła droga, jakieś góry… Skąd tutaj góry?... Stań pan na chwilę, potem możemy jechać dalej. Wsiądę z powrotem. Co panu zależy − minuta dłużej, minuta krócej? Jestem jedynym pasażerem, nikt nie będzie protestował. Chciałbym rozejrzeć się po okolicy… Co to za góry? Chyba mają jakąś nazwę, nie?... Żadam, żeby pan stanął!... Pędzi jak wariat, jeszcze się pozabijamy… Co on ze mną zrobił? Skąd tu się wziąłem? Uśpił mnie, czy co? Takie rzeczy nie zdarzają się na co dzień… Na drodze też nikogo. A mówią, że na świecie jest kilka miliardów mieszkańców. Gdzie są ci ludzie? I powinno ich być coraz więcej. Podobno niedługo zabraknie jedzenia. Czytałem w gazecie… No, gdzie oni są?... Nie chce mi się już gadać!... Na litość boską, przecież to bez sensu. Jaki sens, wozić jedną osobę? Jeden kierowca i jeden pasażer! A tu jest pełno foteli. Dla mnie? Mogę sobie siadać po kolei w każdym i gadać ze sobą…

− Jak się panu jedzie?

− Trochę trzęsie.

− Nie ma pan mdłości?

− Mam, ale to dlatego, że rano nie jadłem śniadania.

− Ładna pogoda, ale może padać deszcz.

− Kupiłem materiał na ubranie, bardzo ładny.

− Proszę otworzyć okno, jest duszno.

− Proszę zamknąć okno, przeciąg.

Można zwariować! Powybijam szyby!... Panie ładny, przestań pan błaznować. I tak będzie pan musiał stanąć. I nie chciałbym być wtedy w pańskiej skórze! Skończy się benzyna. Już powinna się skończyć. Jak długo jedziemy? Godzinę? Dwie? Miesiąc?... Nie mam zegarka! Ukradli mi zegarek!... Bez nerwów, poczekam… A jeśli staniemy na pustkowiu? Na tym bezludziu? Co wtedy? Gdzie się podzieję? Najwyżej dowiem się, z czego zbudowana jest ta droga… Słuchaj pan, co panu z tego przyjdzie? Proszę pana, jak człowiek człowieka, zawieź mnie pan na jakiś przystanek, wszystko jedno na jaki… Panie!... Co panu zależy?!... Spokojnie, rozklejam się… Cholera, nie mogę mu nic zrobić, bo władujemy się na drzewo… Tylko spokój! Analiza sytuacji!... Autobus jedzie szybko, to znaczy, że gdzieś zdąża. Dużo siedzeń, więc przygotowany jest dla wielu pasażerów. Jestem sam, ale to nie znaczy, że za chwilę ktoś nie wsiądzie. Ładna okolica, muszą tu być ludzie. Szofer nic nie mówi, ale zajęty jest prowadzeniem wozu. Może w ogóle nie lubi rozmawiać? Nie jest głuchy, bo nie dostałby prawa jazdy… No i nie ma dróg bez końca. Na szczęście… Ale… mogą się łączyć z innymi. Będziemy krążyć bez końca?... Bzdura! Wszystko ma swój koniec… Cholera, a może jestem porwany?! Będę musiał złożyć okup… Jestem biedny, nie mam żadnych oszczędności! Mogę sprzedać meble, chiński serwis do herbaty, encyklopedię, szablę po dziadku… Panie, ja jestem biednym, szarym człowiekiem. I polityką się nie zajmuję. Jestem za każdą władzą… Niech pan wraca, nic nie zarobicie. Szkoda czasu, szkoda wysiłku, szkoda benzyny!... Nie boli pana szyja od tego patrzenia do przodu? Niech pan na mnie spojrzy! Niech pan spojrzy! Czy tak wygląda człowiek, który złoży okup?... E, uważaj pan, ostry zakręt!... Zakręt!... Drzewa! Niech pan uważa!.... Panie!...”

autor: Michał Wroński