Górnośląskie Towarzystwo Literackie w Katowicach
G ó r n o ś l ą s k i e   T o w a r z y s t w o   L i t e r a c k i e   w   Katowicach

Krytyka literacka



Szeptem

B. Gruszka-Zych, Przyrząd do uzdatniania wody

Powie ktoś, że można czekać aż wierszy nazbiera się kopa albo dwie. I wszystko się uleży i ułoży. Można z czekania i destylacji uczynić metodę. Ale wtedy poetycki tomik straci to, co dla Barbary Gruszki-Zych bardzo cenne: temperaturę chwili, rolę intymnego dziennika, w którym sama autorka przegląda się jak w czułym (i czujnym), sprawiedliwym zwierciadle.

Najnowsza książka Przyrząd do uzdatniania wody daje odpowiedź na ten literacki dylemat. Wybór poetki jest jasny i czytelny – pisać, osaczać moment, w którym nasza uważność staje na wysokości zadania, nie czekać, poskramiać rozpacz i zdumienie, że „dzieci są chwilę dziećmi | i maliny podnoszone do ust | po chwili rozpływają się | w krwisty słodki sok (…)”. Ten zamykający tomik wiersz jest ostentacyjnie bez tytułu, podobnie jak wszystkie inne, z trzema wyjątkami. Przypadek? Bynajmniej. Te wiersze naśladują notatki na kartkach wyrwanych z brulionu, które zostały zapisane, kiedy zapisane być miały i nie potrzebują nagłówka. Tak jak tytułu nie potrzebują godziny i minuty, nie potrzebują dni, które przeciekają nam przez palce, które są tkanką naszego w gruncie rzeczy niepojętego żywota. Ale potrzebują zapisu! One wszystkie – te wiersze – mogłyby skryć się pod jednym natrętnie pulsującym w skroniach poety i czytelnika neonem z napisem Odchodzenie. I tam by sczezły, gdyby nie unosiła ich jakaś poetycka i ludzka po prostu siła współczucia, ocalenia. Poetka śladem swego niezrównanego tomu Szara jak wróbel staje w szranki z nieubłaganym czasem, przeciwstawiając mu miłość i pamięć. „Wierzę że jesteśmy hymnem | wyśpiewanym przez Boga | na cześć swojego stworzenia (…)” – wyznaje poetka. „Jesteśmy hymnem” – o ile się kochamy!

Rwana, pełna epizodów opowieść prowadzi do wniosku, iż aby pojąć swój los, poczuć się kamyczkiem w wielkiej mozaice pokoleń, trzeba wyjść poza swoje szczęście i nieszczęście, cienką kreską Kulisiewicza wpisać je w powtarzalność zdarzeń, uczuć i refleksji. Trzeba współ-czującym, niezazdrosnym okiem ogarnąć nadmorską promenadę, salę kinową, znajomą ulicę… Wtedy następuje poetycki cud znalezienia wspólnego mianownika dla naszego-tu-pielgrzymowania. Jak w wierszu *** (mężczyźni i kobiety), ciężar albo ***(starsi mężczyźni). To ich właśnie, cichych świadków złego i dobrego, obdarza czułością poetka, a naprawdę obdarza ich głosem: „(…) kocha ich każdy jej kamyk i listek drzew | co roku tracących wszystko oni już tyle stracili | dlatego tak pilnują ulicy uciekającej jak życie”. Najważniejszy w książce wiersz? Być może linia frontu, która rozpoczyna się zapierającą dech czystą frazą, która przerzuca łuk paraboli pomiędzy światami, tak jak to może zrobić jedynie i wyłącznie poeta! „trawa uczy się deszczu | za każdym razem na nowo | jak usta słów które przecierają je wodą (…)”. A może zupełnie inny, gdzie z pozoru banalny, „życiowy” epizod prowadzi do niezwykłej pointy: „(…) teraz te pola chodzą z nami na inne spacery | przypominając ledwie zdmuchnięte dzieciństwo”.

Powiedzieć o poezji, że jest mądra to niewiele powiedzieć, ale jednak! To całkiem rzadka cecha w krainie reklam, w babilonie pozornych znaczeń i kokieteryjnych uników. Barbara mądrze gospodaruje słowem, potrafi bezszelestnie przenosić się w czasie i przestrzeni, spinać je klamrą metafory. Jeśli sensualizm to przefiltrowany pełną zalotności dyskrecją, jeśli ochota do krzyku – to poskromiona nadzieją, że prowadzi nas „wielki Pan”.

I przyznam jeszcze, ośmielony lekturą, że „lubię, kiedy” poetka wie, że jest kobietą i rozpuszcza włosy przed ciekawym czytelnikiem. Kiedy idzie na przebój, znając czas i miejsce! O, niechby tak: „(…) że te dziewczyny idą | za mnie w strojach kąpielowych nadmorską promenadą | że prowadzi je słońce i oczy mężczyzn że to one | prowadzą nas przez najgładsze plaże swoich pleców”. I lubię, kiedy w wierszu robi się pięknie i uroczyście, jak w jednym z najbardziej uroczych utworów, w mowie do róży, opiekunki nocy, która „jasna jak nasze ciała | zmienione przez blask księżyca | jesteś wargami | szepczącymi wonią | to czego nie usłyszy ptak”. Ujmujący jest także wiersz *** (za oknem zielone jezioro), który wprowadza nas do matecznika poetki, gabinetu, gdzie „klawiatura | komputera” jest świadkiem jak rodzi się wiersz; to „(…) najczęściej | dotykane miejsce świata – oznajmia autorka – pieszczę się na niej | ze słowami jak z żadnym kochankiem”.

Drobne kontury wiersza Gruszka-Zych wypełnia słowami normalnej polskiej mowy – jest w końcu przecież znakomitą dziennikarką – i jak to się dzieje, że wśród tych „zwykłych” słów czai się tajemnica, serce poezji?! Oto jest pytanie, na które odpowiada sobie już sam czytelnik, znajdując w wierszach z Przyrządu do uzdatniania wody pocieszenie, a w każdym razie lekcję nadziei. Poetka nie kryje, że jej źródłem pocieszenia jest Ten, który kiedyś wreszcie „przetrze nas szmatką do czysta”, sam Bóg. Ale najpierw wypada odrobić lekcje. Życia i poezji. Wiedząc, że „trzeba było pozwolić | Mu czynić cuda trzeba było | pozostać jego cudem a nie | przez chwilkę życia Wiecznemu | pokazywać na co nas stać”.

Na antypodach siły wiary, w której „stałości mojej moc”, pulsuje to, co nietrwałe: ziemska miłość, zdrowie, w końcu życie nasze! Poeta to ten, co kocha, przeżywa, wspomina, odprawia egzekwie nad chwilą, która zwalcza naszą pewność siebie, bo – odchodzi. Jak przejmująca elegia brzmi wiersz ciężar. Niełatwo unieść w mojej małej głowie brzemię tylu ostatecznych pożegnań – mówi autorka – „w czasie długich spacerów | ulicami bez powiek bo przecież one nie śpią | jak ci co nimi chodzili | a teraz się pokładli na dłużej niż żyli (…)”. Niełatwo, ale trzeba! I oto jedno niewinne słowo „pokładli” odsyła każdego Polaka-Europejczyka między Odrą a Dniestrem do wielkiego hymnu Franciszka Karpińskiego. I w okamgnieniu razem mieszkamy, w wierze i języku! I lżej nam na duszy, patrzącym na „łabędzie” z Regent’s Parku, „kiedy jesteśmy osobno | wyciągając do siebie rękę z telefonem”.

Poezja Gruszki-Zych to poezja szeptu. Wysokiej próby kameralistyka. Ostatni tomik jest tego kolejnym dowodem. „moje wiersze nie zmieniają świata | ale zmieniają | twoje oczy”. No właśnie!

                   

Barbara Gruszka-Zych: Przyrząd do uzdatniania wody. Wrocław 2015, ss. 36.

autor: Marek Rapnicki

Pozostałe wpisy

Biblioteka "Guliwer" (2016-12-30 / Małgorzata Wójcik-Dudek)
W gościnie u człowieka (2016-12-30 / Ryszard Bednarczyk)
Czucie, wiara i szkiełko – o kondycji współczesnej (2016-11-28 / Ewa Wylężek)
Z kulturą po literackich ścieżkach (2016-11-24 / Katarzyna Kuroczka)
Niobe. Śląska krzywda wykrzyczana (2016-11-12 / Grzegorz Sztoler)
Naprawdę ważne zdjęcia (2016-11-06 / Paweł Lekszycki)
O geniuszu miejsca w śląskiej literaturze (2016-11-06 / Ryszard Bednarczyk)
Niewykorzystany demon przypadku (2016-10-27 / Katarzyna Kuroczka )
Jedynie skóra pachnie poezją (2016-10-27 / Ryszard Bednarczyk)
Wredny łobrozek, czyli egzystencjalny bigos (2016-10-18 / Katarzyna Kuroczka )
Grudzień Genowefy (2016-09-29 / Ewa Olejarz)
Wszystko się kręci wokół patyczka (2016-08-30 / Ryszard Bednarczyk)
Samotna walka Szczepańskiego (2016-08-29 / Katarzyna Kuroczka )
Mała zagłada (2016-08-03 / Ewa Wylężek)
Kręgi na wodzie (2016-07-28 / Irmina Kosmala)
Gorzkie studium psychologiczne i socjologiczne (2016-07-28 / Katarzyna Kuroczka)
To byli nasi dziadkowie (2016-07-27 / Grzegorz Sztoler)
U źródeł wrażliwości (2016-07-09 / Miłosz Piotrowiak)
Przypadek Pawła G. (2016-07-03 / Monika Witczak)
Wypisz, wymaluj – „Podsłuchy i podglądy” Jerzego J (2016-07-03 / Ewa Wylężek)
„To tylko poezja” (2016-06-12 / Katarzyna Niesporek)
Portret wielokrotny (2016-05-17 / Maria Dębicz)
Uważne czytanie (2016-05-10 / Ewa Bartos)
Być u siebie, to być sobą (2016-05-06 / Katarzyna Kuroczka (Bereta))
Uśmierceni przez Twardocha (2016-03-28 / Katarzyna Bereta)
Krzyk i cisza (2016-03-11 / Katarzyna Niesporek)
Kto straszy w prozie Guzego (2016-03-05 / Ryszard Bednarczyk)
Detektyw po przejściach (2016-03-05 / Ryszard Bednarczyk)
Traktat o grze w świat (2016-02-20 / Katarzyna Bereta)
"Duchy wojny" po raz piąty (2016-02-16 / Jacek Lyszczyna)
Koronkowa książeczka (2016-02-16 / Bogdan Widera)
'biernik Bogdana Prejsa (2016-02-15 / Roma Jegor)
Lament nad śmiercią hiszpańskiego toreadora (2016-02-15 / Jacek Lyszczyna)
O kulturowym przymusie (2016-02-09 / Katarzyna Bereta)
Szaleństwo i metoda (2016-02-09 / Ewa Wylężek)
Doświadczając bliskości (2015-12-18 / Katarzyna Niesporek)
Doświadczając pewności (2015-11-18 / Katarzyna Niesporek)
Teatr w sieci (2015-10-31 / Maria Sztuka)
Pamięć i wyobraźnia (2015-09-27 / Katarzyna Niesporek)
O poszukiwaniu siebie (2015-09-27 / Katarzyna Bereta)
Wszystkie beboki Stalinogrodu (2015-08-08 / Katarzyna Bereta)
Edessy (2015-07-28 / Katarzyna Niesporek)
Erotyczne przygody pewnego świra (2015-07-24 / Ryszard Bednarczyk)
Trzej neurotycy i pies (2015-07-16 / Ryszard Bednarczyk)
O cierpieniu i wierze w sześciu językach (2015-07-02 / Ryszard Bednarczyk)
Z duszą na uwięzi (2015-06-15 / Ryszard Bednarczyk)
Czas jak zamarznięta rzeka (2015-05-13 / Ryszard Bednarczyk)
Wiersze i obrazy (2015-01-17 / Katarzyna Niesporek)
Zbiór minitraktatów i testament gorzkich prawd (2015-01-04 / Katarzyna Bereta)
O "Drugim końcu wszystkiego" Brzoski (2014-11-10 / Ewa Wylężek)
Czy mężczyźnie przystoi płakać? (2014-10-27 / Ewa Wylężek)
Jan Dobry nauczycielem Opolan (2014-10-08 / Justyna Kubik)
Przez wielką wodę. O narracji traumy (2014-09-21 / Ewa Wylężek)
O "Dialogach śląskich" Górdziałka (2014-08-25 / Marek Mikołajec)
Z kroniki rodzinnej – Dom trzech pokoleń (2014-08-19 / Ewa Wylężek)
Światło ze Śląska (2014-08-16 / Ewa Wylężek)